cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

W sieci pojawił się fragment filmu The Uninvited. Jest to remake koerańskiego dramatu-horroru Opowieść o dwóch siostrach.
Anna i Alex Rydel powracają do domu z leczenia w szpitalu
psychiatrycznym. Nie dane jest im jednak odnaleźć spokój po kuracji. Muszą się zmieżyć z wielona przeciwnościami losu, także nadprzyrodzonymi…

W rolach głównych m.in.: Elizabeth Banks, Arielle Kebbel (Klątwa 2: the Grudge).



Gatunek: Akcja, Fantasy, Horror
Reżyseria: Patrick Tatopoulos
Scenariusz: Danny Mcbride
Obsada: Rhona Mitra, Michael Sheen, Bill Nighy
Rok produkcji: 2009
Produkcja: USA
Długość: 86 min.


Kolejna część wampiro-lykańskiej, pożal-się-Boże sagi jest prequelem do poprzednich części. Jest to historia miłości ponad wszystko, miłości ponad więzy rodzinne i gatunkowe. Jak można było się łatwo domyślić bogato zaopatrzona w sceny walk, czasem niezwykle krwawych. Takich scen znajdziemy tutaj wiele, choć wiele do filmu nie wnoszą.
Miłość o której wspomniałem, zawiązała się pomiędzy Lucianem, niewolnikiem, acz pupilem na dworze znanego Victora a jego (Victora) córką, Sonją (w tej roli Rhona Mitra znana fanom Tomb Raidera). Lucian z pupila króla szybko wyrasta na jego największego wroga i to właśnie za sprawą córki władcy. Sonja, która ma romans z Lykanem, jest niesforną i zaradną dziewczyną; ma cenne miejsce w radzie dwunastu, jednakże z tego powodu nie skacze ze szczęścią. Miarą miłości
wypełniającej serca kochanków jest troska jaką się otaczają. Lucian w momencie gdy Sonja narażona jest na śmierć zrywa zakaz ściągania niewolniczej obroży. Po zrzuceniu kajdanów ratuje córkę króla. Ten jednak nie ma dla niego litości. Nie pomagają namowy rady starszych i błagania córki. Lucian traci swoją pozycję i trafia do więzienia.
Sonja za wszelką cenę chce mu pomóc. Przypłaca to utratą stanowiska i ufności ojca. Lucian jednak jest sprytny i dobrze radzi sobie sam. Organizuje ucieczkę (choć nie bez pomocy) i wraz z garstką przyjaciół opuszcza zamek. I tu jest haczyk. Bez Sonji. Biedaczysko musi wrócić po swą ukochaną. Jak zwykle w takich filmach robi to sam…

Film sam w sobie zaczął się ciekawie. Jednak już po kilku minutach zaczął mnie bawić i przerażać. Te zupełnie odrębne uczucia chyba nie były pożądane przez autorów widowiska. Rozbawiła mnie scena seksu. Może nie będę jej stresczał. Warto zobaczyć na własne oczy. Przeraziła natomiast uroda bohaterki. Ktoś powie mi, że przesadzam, ale ja naprawdę wolałbym popatrzeć na uroczą Kate Beckinsale (z poprzednich dwóch części), niż to nieproporcjonalne babsko. Jak już wspomniałem leje się wiele krwi, czasem zupełnie bez sensu. Może autorzy chcieli się pochwalić efektami specjalnymi? Nie ten wiek panowie! Takie pokazy każdy widz oglądał tysiące razy w wielu innych filmach.

Czy powinienem odradzać pójście do kina? Jeżeli ktoś jest fanem sagi to i tak za nic weźmie moją przestrogę. Jeśli ktoś chce dokończyć historię, ponieważ oglądał poprzednie części, niech idzie jak musi. Jeśli ktoś chce zacząć przygodę z fantazyjnymi stworami… zapewniam: przeczytajcie sobie jeszcze raz Władcę Pierścieni.

Jeżeli obracamy się wokół tematyki horroru warto wspomnieć o wczorajszym (28.01.09) dniu dla piłkarzy ręcznych i kibiców tej dyscypliny. Polscy fani zapamiętają ten dzień na długo, a jeszcze dłużej zostanie zapisany na kartach historii handball’u. Na początku mecz Dania – Niemcy. Do awansu Polski potrzebny był wynik różny od remisowego. Pech chciał, że obie drużyny grały tak, jakby umówiły się, żeby wyeliminować Polskę z dalszych rozgrywek. Na szczęście obrońcy Niemieccy przypomnieli sobie o kopercie wręczonej przed meczem, w 57 minucie*. Zawodnicy spod herbu czarnego orła strzelili wtedy ostatnią swoją bramkę na 25:25. Później bramki zdobywali już tylko Duńczycy. O wygranej państwa nordyckiego zadecydowała głównie fatalna postawa obrony niemieckiej. Zdezorientowani mistrzowie świata nie mieli pomysłu jak pokonać bramkarza reprezentacji Danii. Końcowy rezultat to 27:25. Skończyło się tak, że kibice polscy mieli mieszane uczucia. Bowiem gdyby mecz wygrali Niemcy, przeciwnicy Polski, Norwedzy nie mieliby złudzeń co do przejścia do półfinału. Jednak przecież nikt nie kibicuje Niemcom, prawda?
Jendak stało się! Norwedzy i Polacy mieli szansę na znalezienie się w chlubnej czwórce najlepszych reprezetacji świata. Mecz układał się jednak po myśli Norwegów, a czasem po myśli Niemców (remis w meczu Polska-Norwegia zapewniał im awans). O ile obrona naszych jakoś funkcjonowała w pierwszej połowie, kompletnie rozklekotała się w drugiej. Norwedzy szybko odskoczyli nam na dwa, nawet trzy punkty, a dalej mecz toczył się zgodnie z zasadą „oko za oko, punkt za punkt”. I właśnie, kiedy już wszyscy myśleli, że nic nie można zrobić. Będąc na hali w Zadarze,
gdzie rozgrywał się pojedynek, i widząc radość kibiców Norwegii na trzy minuty przed końcem zapewne wyszedłbym i nie wrócił. I właśnie wtedy spadłby na mnie grom z jasnego nieba karząc na moją kruchą wiarę. 15 sekund przed końcem meczu był remis. Rzut wolny, ale dla… Norwegów. Trener Norwegii prosi o czas. B. Wenta uspokaja naszych piłkarzy ręcznych słowami chciałoby się powiedzieć szaleńca: TYLKO SPOKOJNIE. MAMY DUŻO CZASU. 15 sekund? Dużo czasu!
Tego nie da się opisać słowami. Zobaczcie sami. Od dzisiaj wierzę, że 15 sekund to dużo czasu!
 
___________________
*to tylko taki joke :-7

W sieci pojawiły się recenzje świeżych bułeczek literackich. Warto poczytać i nabyć.

- DOM NA WYRĘBACH Stefan Darda
 
www.qfant.pl

polecam szczególnie!


-
BAZYLISZEK Graham Masterton

www.arenahorror.pl/ARENA_HORROR/ksiazki/ksiazki_bazyliszek.HTML

- BIAŁA WIEDŹMA Adam Zalewski
www.arenahorror.pl/ARENA_HORROR/ksiazki/ksiazki_biala_wiedzma.HTML


Szatańskie
włosy

Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2004
Liczba stron: 176
Format: 12,5 x 19,5
Nr ISBN: 8373591265

Szatańskie
włosy wydane w 2004 roku to krótka powieść grozy (nowela)  angielskiego
pisarza Grahama Mastertona. Urodzony w Edynburgu literat po raz kolejny
zaskakuje odmiennym niż dotychczas stylem i nagłymi zwrotami akcji.
Szatańskie włosy ma, jak większość książek Mastertona, precyzyjnie
dobraną cechę – wprowadza czytelnika w naturalne otoczenie. Akcja nie
dzieje się w magicznym zamku, na odległym wzgórzu, za którym mroczne
niebo przedzierają znienacka błyskawice. Bohaterkę – Kelly O’Sullivan –
poznajemy jako uczennicę w salonie fryzjerskim. Większość czytelników
sięga po tę krótką książkę ze względu na przyciągającą uwagę okładkę.
Zapewne po takiej oprawie należałoby oczekiwać czegoś więcej… Jak już
zdążyłem się zorientować zagorzali fani Mastertona odkładają ją z
ostrymi słowami krytyki. Uważni czytelnicy innych autorów powieści
grozy, takich jak Stephen King, Łukasz Orbitowski, czy Dean Koontz
kiwają z podziwem głową – jest to lekka książeczka z niczego sobie
klimatem. Choć na początku byłem sceptycznie nastawiony do Szatańskich
włosów (nie poleciłbym przyjacielowi chcącemu rozpocząć przygodę z
Mastertonem), reakcje czytelników zaskoczyły mnie i postawiły ten tomik
w zupełnie innym świetle.

Wspomniana
Kelly pracuje dla słynnego stylisty Simona Crane’a. Choć praca wcale
nie dodaje blasku monotonii jej życia, dziewczyna wkłada w nią wiele
serca (to sposób pozyskania funduszy na studia weterynaryjne). Jej
obowiązki to po prostu: sprzątanie salonu i wynoszenie toreb z włosami
do piwnicy. Od samego początku Masterton wprowadza ciekawe elementy
grozy. Tym razem nie są to obrzydliwe sceny morderstw, jak w
poprzednich powieściach. Atmosferę horroru rozgrzewają, od pierwszych
stron, niepokojące Kelly głosy dochodzące z piwnicy. W otoczeniu
przyszłej fryzjerki zaczynają wkrótce dziać się niesamowite rzeczy. W
niewyjaśnionych okolicznościach ginie stylista z którym Crane miał
konflikt, oraz kobieta, która odmawiając sprzedaży mieszkania,
uniemożliwiła rozwój interesu.

Ofiarą
tytułowych szatańskich włosów stała się bohaterka omawianej książki.
Wprawny czytelnik dostrzeże kolejny niespotykany wcześniej fakt.
Bohaterowie horrorów Mastertona zazwyczaj są bardziej realistycznymi i
swojskimi wersjami Supermena, lub Batmana walczącymi ze złem w obronie
wartości wyższych. Co jednak, kiedy bohaterka wydaje walkę swojej
własnej ciemnej stronie, która ujawnia się po odkryciu
niezidentyfikowanych włosów na jej ramieniu?

Ano,
mniej pozytywny jest fakt, iż w niedługim czasie – szybko po pozbyciu
się tajemniczego znamienia – Kelly zamierzy się na potwora i rozpocznie
się wyścig na śmierć i życie. (Wyjątkowo okropną śmierć, jak to u
Mastertona bywa…)

Powyższy
akapit zwróci naszą uwagę na niezwykle ciekawie splatające się wątki
powieści. Wiele krytyków twierdzi, iż angielski autor ma problemy z
zakończeniami. Nie mylą się zupełnie. Dobra powieść i niezbyt udana
basta. Kończące wszystko wyjaśnienia są zazwyczaj horrendalnie
niewiarygodne, bądź gubią po drodze logikę wydarzeń.

Tym
razem autor postanowił historię tytułowych włosów przybliżać stopniowo.
Pierwszą część układanki zdobywamy podczas końcowej fazy pozbycia się
uciążliwego dla Kelly O’Sullivan brzemienia. Nieoczekiwaną pomoc
przynosi miejscowa dziwaczka, częsta klientka salonu Simona, pani
Paleforth. Zbliżając się do punktu kulminacyjnego, dopełnienie
łamigłówki znajduje Ned – przystojny chłopak interesujący się całkiem
urodziwą bohaterką. Znajduje w Internecie wiele informacji przybliżając
genezę powstania tajemniczego rytuału. Oboje domyślają się do jakich
celów szatańskie włosy mogą zostać wkrótce użyte. Za wszelką cenę chcą
udaremnić plany bestii na którą natrafili…

Szatańskie
włosy skończyłem w jeden wieczór i w momencie otoczyła mnie dziwna aura
niezaspokojenia, gdyż odczułem bardzo wyraźnie, iż książka jest za
krótka. Nie mówiąc o dość banalnej fabule, pominięciu niektórych
interesujących wątków i dość fasadowych wyjaśnieniach nadprzyrodzonych
zjawisk był to zupełnie inny Masterton, niż ten z którym do tej pory
miałem do czynienia. Oczywiście panował tu niesamowity mastertonowski
nastrój z wygrawerowanym charakterystycznym humorem, lecz pominięto
niekiedy przesadzone dramatyzmem krwawe sceny, i te z niesmacznym
czasami wątkiem erotycznym.

Kolejnym
faktem, który w ocenie wielu odbiorców uznaje za niepozytywny jest
drogą jaką Masterton podchodzi do przestraszenia czytelnika. Wielu
mówi, że ta książka jest po prostu: „zupełnie nie straszna”. Po drugim
podejściu do pozycji mimo wszystko spodobało mi się podejście autora,
rozbudzające bardziej poczucie grozy niż obrzydzenia. Ta króciutka
książka posiada niecodzienny klimat. Wielu fanów twórczości
angielskiego pisarza miało już do czynienia z tą nowelką. Pozostaje
zaprosić mi innych miłośników horroru do przeczytania książki. Krótka,
rzetelna propozycja na letni wieczór. Jeżeli nie spodobała wam się –
przepraszam i zapewniam: nie rezygnujcie z Mastertona. Jeden z
najlepszych twórców horrorów ostatnich lat…

Zmierzch

1 komentarz

Zmierzch

Gatunek: Akcja, Horror
Reżyseria: Catherine Hardwicke
Scenariusz: Melissa Rosenberg
Obsada: Kristen Stewart, Robert Pattinson, Taylor Lautner
Rok produkcji: 2008
Produkcja: USA

Wieczór. Piątek. Trochę drobnych w portfelu. Nie namyślac się długo postanowiłem zajrzeć do kina. Kiedy jeździłem palcem w górę i dół po rozkładzie, szukając interesującej mnie pozycji trafiłem na film „Zmierzch”. Od razu przypomniały mi się wszelkie reklamy i zwiastuny jakie widziałem w internecie. Oprócz tego miałem do wyboru tylko Madagaskar 2. Stojąc w kolejce miałem prosić o bilet na to drugie, ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie. Pomyślałem sobie: pójdę na horror będę miał co na blogu opisać.
Zrobiłem źle, bardzo źle. Z grubsza rzecz biorąc film przeraża. Przeraża swoją banalnością i płytkością. Beznadziejnie zagrane, jeszcze gorzej nagrane… Wiele osób zarzuci mi, iż moją opinię oparłem tak a nie inaczej, gdyż nie przeczytałem książki. Przyznaję nie przeczytałem. Jednak na plakacie filmu nie było ostrzeżenia, że jest to seans tylko dla czytelników Stephanie Meyer.
Opowieść, którą miałem nie przyjemność poznać przedstawia się następująco:

Bella Swan
zawsze różniła się od swoich koleżanek z liceum. Nie interesowała jej
moda, nie obchodziła popularność. Kiedy sytuacja rodzinna zmusza Bellę
do przeprowadzki w mgliste okolice Waszyngtonu, w nowej szkole poznaje
olśniewająco przystojnego, ale przede wszystkim tajemniczego i
nieodgadnionego Edwarda Cullena. Chłopak jest inteligentny, błyskotliwy
i intrygujący, lecz trzyma dziewczynę na dystans. Jak się okaże, życie Edwarda kryje mroczny sekret…

Choćbym przedstawił i uargumentował wiele słów krytyki i tak nie wygram z fanami/fankami serii. Cóż można powiedzieć, kiedy chciało się obejrzeć horror a dostało romans. Pewne sceny z filmu były po prostu śmieszne.
Co do dialogów nie mogę się zbytnio przyczepić, choć irytuje mnie fakt, że mimo tego iż Edward chciał zerwać kontakt z Bellą chodził za nią powtarzając: „zostańmy przyjaciółmi„. Może był w tym głębszy sens (scenarzysta w tej scenie chciał pokazać jak bardzo mu na niej zależało), ale wyszło to wszystko sztucznie i śmiesznie.
Równie banalne były sceny walk między wampirami. Latały w te i we w te jak w podrzędnym filmie klasy B. Zero emocji, jakiegokolwiek sensu. Wyłącznie popis techniki i dziwacznych efektów specjalnych.
 
Zupełnie nowy jest tu także obraz wampira. Cullenów światło Słońca nie zabija, lecz sprawia, iż ich skóra błyszczy się jak diament. Dlatego unikają słońca, tak by ustrzec się podejrzeń. Skoro już nawiązałem do skóry, nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o nieszczęśliwej charakteryzacji Pattinsona. Wygląda jak woskowa figurka z muzeum Madame Tussauds. Przesadzona bladość odzwierciedla się w stosunkach między postaciami. Oprócz rozbawionej społeczności szkolnej większość postaci zachowuje się w stosunku do siebie
ozięble, a nawet oschle. Nie można określić tego jako minus filmu. Na początku trochę irytuje, ale po chwili widz się przyzwyczaja. Co więcej, wydaje się nieźle komponować z sennym charakterem Forks, miasteczka w którym rozgrywa się w większość akcji.

Na koniec brawa za scenę meczu baseballowego. Była zaskakująca, innowacyjna i całkiem dobrze zmontowana.

Co jeszcze można powiedzieć ogólnie o filmie? Wiele przesadzonych pod względem dramaturgii scen, kiepska charakteryzacja i prowadzenie kamery. Choć muzyka nie zachwycała specjalnie nie „obraziła godności jaśnie pana„. Jeżeli chodzi o scenerię to rzeczywiście ładna. Ale co z tego, skoro co chwilę muszę gapić się na twarz Pattinsona zakrywającą cały ekran. Na domiar złego główna bohaterka urodą nie grzeszy. Dlatego czekałem tylko na momenty w których pojawi się śliczna wampirzyca Alice. Było ich mało. I tak niska jest właśnie moja ocena dla tego filmu.

A oto i pierwsza konkretna notka na blogu. Otóż chciałbym serdecznie oznajmić wszem i wobec, że pojawiła się nowa pozycja Grahama Mastertona. Postać autora może przybliżę w kolejnych notkach, bowiem planuję cykl krótkich biografii najlepszych twórców. Tymczasem warto zapoznać się z książką „Bazyliszek”, której akcja odbywa się w Polsce. Poniżej okładka i kilka słów o fabule:

Profesor Nathan Underhill, próbuje wyhodować mitycznego gryfa, by z
niego pozyskać materiał do badań nad komórkami macierzystymi i
zastosowaniem ich w leczeniu wielu chorób, wobec których medycyna
była dotychczas bezradna. Doktor Christian Zauber, dyrektor Domu
Spokojnej Starości Murdstone, także pracuje nad odtworzeniem
mitycznej istoty – bazyliszka. On jednak korzysta w swej pracy z
alchemii i czarnej magii.


Podczas nocnej wizyty w domu starców, Nathan i jego żona Grace
odkrywają potworną tajemnicę Zaubera. Niestety wyprawa kończy się
tragicznie – Grace, porażona spojrzeniem bazyliszka, zapada w
śpiączkę. Tymczasem doktor Zauber znika. Na pomoc Nathanowi
przychodzi młoda dziennikarka, która trafia na ślad doktora
ukrywającego się w Krakowie. W pięknej scenerii krakowskiej Starówki
rozpoczyna się śmiertelna gra, w której amerykański naukowiec walczy
o życie z przerażającym potworem powołanym do życia przez szaleńca o
nadludzkich zdolnościach.

Zaczynamy!

Brak komentarzy

Oto pierwsza notka. Blogi już pisałem i pisać będę. Ten tu o! jest o zainteresowaniach związanych głównie z horrorem. Będę tu zamieszkał recenzje: moje, nie moje filmów/książek/gier z tego strasznego gatunku. Zobaczymy czy wypali. Ja się do pracy palę, ale mam słomiany zapał. Do zobaczenia wkrótce i mam nadzieję często!
PZDR!


  • RSS