cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2009

Graham Masterton KOSTNICA
format: 196 stron, oprawa miękka, format 130×200
 data wyd.: 2003
 wydawca:

Rebis


Jeden – niesamowity autor horrorów. Dwa – kreatywni bohaterowie. Trzy – pełna zwrotów akcji fabuła. Cztery – indiańskie legendy. Pięć – walka dobra ze złem. Sześć – tyle rozdziałów wystarczyło tym razem Mastertonowi, aby oczarować nas kolejnym światem pełnym mroku i bestialskich morderstw.
Pewnego dnia do wydziału sanitarno-epidemiologicznego w San Francisco przychodzi mężczyzna skarżący się na fakt, iż jego dom oddycha. Pełen cynizmu, zgorzkniały urzędnik, John Hyatt decyduje się mimo wszystko odwiedzić lokum, by stwierdzić potem, że petent miał rację. Wkrótce dochodzi do serii niezwykłych zdarzeń, które młoda dziewczyna, pracująca w księgarni – Jane Torresino – wiąże z indiańskimi legendami. Wkrótce do miasta przybywa George o Tysiącu imion; szaman, który podejmuje wyzwanie demonów.

Gdyby istniał plebiscyt na książkę o najbardziej zróżnicowanych recenzjach „Kostnica” byłaby kandydatką do głównej nagrody. Faktycznie wolumin ten był początkiem cyklu horrorów, który brytyjski pisarz tak chętnie powielał. Fabuła choć budowana na różnych fundamentach, aż do końca powieści opiera się na podobnych schematach. Ten zarzut często stosowany jest wobec Mastertona. Ważne jest, aby zauważyć, że są to opinie długotrwałych czytelników pisarza. Tym, którzy dostali premierowy egzemplarz takie spostrzeżenia nie przyszłyby do głowy.

Nie wątpliwie jest to jednak słuszne. Czym więc, broni się Graham Masterton? Kolejny raz wykreował bardzo interesujące postacie. Szczególnie znany z „Manitou” Harry ma swojego odpowiednika w Johnie Hyatt’cie. Całą akcję obserwujemy właśnie z jego perspektywy, gdyż autor zastosował narrację pierwszoosobową. Tym razem okrucieństwa zadane przez bestie przeszłości są jeszcze bardziej wymyślne. Nie pozbawione oczywiście hektolitrów krwi.

Mamy także wiele interesujących i świeżych wątków. Chociażby ten z Jane i Panną Niedźwiedzią. Jeśli już mowa o szeregach czarnych charakterów w powieści, można wymienić same plusy. Wykreowani są bardzo pomysłowo. Po raz kolejny bohaterowie będą musieli nieźle główkować, aby pokonać czyhające zło.

Oczywistym minusem „Kostnicy” jest jej długość. Te niespełna dwieście stron pozostawiają wielki niedosyt. Można było ciekawie rozwinąć pewne fragmenty i zastosować szersze opisy. Pozycja do arcydzieł literatury grozy, jaki i twórczości Mastertona nie należy. Niemniej jednak polecam książkę na jakiś mniej ambitny wieczór.

Postanowiłem rozpocząć nową serię, w której będę umieszczał znalezione w sieci filmiki krótkometrażowe. Już teraz długo zapowiadany film: Operacja Jasnowidz.

Trzeba kliknąć w obrazek…

Ogólnie, wrażenia po obejrzeniu filmu miałem mieszane. Dobrze zmontowany, zagrany, ale historia dość banalna, choć dobrze, że osadzona w polskich realiach. Odniosłem wrażenie, że twórcy zbyt nachalnia chcieli zamerykanizować fabułę. Niemniej jednak OJ to film warty obejrzenia… Zapraszam!

28 dni później

Gatunek:

Horror, Katastroficzny


Reżyseria:

Danny Boyle

Scenariusz:
Alex Garland

Obsada:

Cillian Murphy, Brendan Gleeson, Christopher Eccleston

Rok produkcji:
2002

Produkcja:
Francja, Anglia, Holandia


Wojna, śmierć, krzyk ludzi, cierpienie… Takimi obrazami już na początku filmu atakuje nas Danny Boyle.  Pewnie wielu z was widziało już znakomite dzieło tego brytyjskiego reżysera. Ja mimo, że słyszałem o nim wiele dobrego, nie mogłem się długo zebrać, do obejrzenia produkcji.  A w końcu…

Jak u Hitchcocka film zaczyna się od trzęsienia ziemi. Tym razem w postaci infekcji całej ludności świata przez wirus, nazywany po prostu szaleństwem. Roznosi się poprzez krew i powoduje nieodwracalną zmianę ludzi w bestialskie zombie. Wirus został uwolniony przez głupawą grupę ekologów, którzy włamali się do laboratorium, w którym czyniono eksperymenty na zwierzętach. W przeciągu dwudziestu ośmiu dni z powierzchni Ziemi zniknęła prawie cała cywilizacja.

Scenarzysta zabiera nas w podróż z Jimem (znakomita rola Ciliana Murphyego), który budzi się po śpiączce w szpitalu. W ubraniu pielęgniarza podróżuje przez zdewastowany Londyn. Nie rozumiejąc co się wokół niego dzieje, próbuje zakomunikować coś grupie zainfekowanych. W ostatniej chwili udaje mu się uciec od zgrai oszalałych bestii. Spore zasługi miało w tym, dwoje innych ocalałych – Mark i Selena. Bez zbędnych ogródek wyjaśnili mu co zaszło, kiedy był w śpiączce. Akcja nabiera zawrotnego tempa. Podczas oględzin domu Jima, Mark zostaje zainfekowany. Selena w mgnieniu oka zabija go bez skrupułów. We dwójkę odnajdują kolejnych ocalałych: Franka i jego nastoletnią córkę, Hannah. W raz z nimi podróżują do obozu żołnierzy, którego istnienie odkryli przez radio. Podróż zmienia Selenę. Z maszyny do zabijania staje się pokorną i wrażliwą kobietą. Szczególny wpływ na to zjawisko, miała miłość Hannah i Franka. Niestety ten ostatni ginie, a dalej jest już tylko gorzej. Jim będzie musiał uknuć naprędce niezwykły plan, dzięki któremu uratuje dziewczyny.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już to było. Reżyser podchodzi do tematu jednak bardzo innowacyjnie. Przybliżając fabułę pominąłem wiele wątków. Takich, które pozwalają nam śledzić rozwój psychiki każdego z bohaterów. A ci są bardzo charakterystyczni i ciekawi: Jim, jako zagubiony chłopiec, trochę nie zaradny musi stać się odpowiedzialny nie tylko za siebie; Selena z babo-chłopa przechodzi metamorfozę w namiętną kochankę; Hannah z posłusznej córeczki tatusia w zaradną dziewczynę… i to nie wszystko! Scenariusz przewiduje również miejsce dla zilustrowania tego co wynika z zamknięcia kilku mężczyzn uzbrojonych po pachy w jednym budynku.

Na nudę, więc narzekać nie będzie można. Co lepsze historia odziana jest w znakomite zdjęcia i wybitną pracę kamery. Sceny przedstawione są pomysłowo. Szczególnie dobra jest ta w której zombie napada na Jima, wspominającego dom. Piękne (o ile można pokusić się o to słowo) są także widoki zdewastowanego Londynu. Całości dopełnia dobrze dobrana muzyka.
Dzieło Dannego Boyle’a wskazuje również nawiązania do klasyków kina grozy. Szczególnie do mistrza zombie-movies Romero. Tym razem postaci zombie nie zostały jakoś priorytetowo potraktowane. Są to po prostu ludzie o czerwonych oczach, z ciągłymi tikami nerwowymi, szaleńczo pragnący krwi.

Film polecam każdemu. Nie tylko fanom kina grozy, czy katastroficznego. Warto także zestawić ten film z, o niebo gorszym , „Jestem legendą”.

Przedstawiam fragmenty dobrze zapowiadającego się horroru „Wrota do Piekieł„. Przypomnę, że reżyserem jest Sam Raimi, którego chyba przedstawiać nie trzeba.



Fragmenty cieszą oko. Może to być produkcja grozy 2009 roku. Ale wiecie jak to jest… Porozmawiamy o tym w grudniu!


  • RSS