cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2009

Oceansize to obraz czwórki francuskich studentów: Romaina Jouandeau, Adriena Chartie, Gillesa Mazieres i Fabiena Thareau. Opowiada o dwójce pracowników platformy wiertniczej, którym wydarzyła się niespodziewana i mroczna przygoda… Film ten to kolejny dowód na to, że nie potrzeba wielkiego wkładu finansowego na wyprodukowanie profesjonalnego show.

Zapraszam też na oficjalną stronę filmu, gdzie możecie zobaczyć zwiastun i filmik o powstawaniu Oceansize.

P.S. Jest jakiś problem z Oceansize na serwerze vimeo. Nie mogę w internecie znaleźć kopii zapasowej. Pozostaje mieć nadzieję, że niedługo znowu wszystko będzie cacy…

Nocny pociąg z mięsem

Gatunek:
Horror
Reżyseria: Ryuhei Kitamura
Scenariusz: Jeff Buhler
Obsada: Bradley Cooper, Leslie Bibb, Vinnie Jones
Rok produkcji: 2008
Produkcja: USA


Nie lubię ekranizacji. A już w szczególności dobrych książek, czy opowiadań. Czasami mimo wszystko udaje się komuś mnie zaskoczyć („Władca Pierścieni”, „Lśnienie”). Zwykle próby przeniesienia na ekran dzieł znanych autorów kończą się fiaskiem. Nie muszę nikomu udowadniać tego, jakimikolwiek przykładami. Znacie ich wiele. Jak było tym razem?
Zapowiadało się dobrze. Zaskakująca, innowacyj
na praca kamery rozochociły mnie do odpieczętowania paczki popcornu i obejrzenia filmu Ryuhei Kitamury. Reżyser ten, znany mi był wcześniej z całkiem dobrej wersji Godzilli (Godzilla: Ostatnia wojna).  Szybko jednak odpowiedzialny za zdjęcia, Jonathan Sela, zmienił się w amatora… Miejscami sceny były zbyt ciemne, ruchy kamery niedostosowane do nastroju i akcji.

Podobnie ma się fabuła filmu. Może nie w ten sposób, iż na początku mnie bardzo interesowała. Zaciekawienie spowodowało opowiadanie Clive’a Barkera pod takim samym tytułem. W nim odnajdujemy prawdziwy mrok i grozę, budzącą się o północy w Nowym Jorku. Zabrakło tego w filmie. Odniesień do miasta jest bardzo mało, a całość skupiona na bardzo płytkiej postaci głównego bohatera, Leona Kauffmana. Opowiadanie Barkera posiadało ten specyficzny mistycyzm i głębię, której tutaj zabrakło.

Na płaszczyźnie gry aktorskiej znakomicie wypadł czarny charakter, Vinnie Jones. Specyficzna rola, milczącego mordercy, wymaga wysokich umiejętności. Należy mimiką, gestem przekazać wiele emocji i to się mu udało. Pozostali aktorzy zagrali co najwyżej przeciętnie, choć miejscami wręcz komicznie

Zakończenie, całościowo skopiowane z Barkera – choć i tak nieudolnie – jest dobre. Niestety pozostawia wiele niewyjaśnionych kwestii i na tym cierpi cały film. Farsowe są także poprzedzające je sceny walki Leona i tajemniczego rzeźnika z pociągu. Szkoda też, że widz domyśli się finiszu już przed realizacją. Moglibyście zarzucić mi, że mówię tak, gdyż czytałem opowiadanie. Jednak jest to opinia innych widzów z którymi na ten temat rozmawiałem.

Film to mieszanka dobrego kina i typowej amerykańskiej rzezi w imię niczego. Choć zdecydowanie więcej tego drugiego, nie można produkcji skazać na straty. Jednak zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie, że ten – cóż – słaby film, zdobył jakiekolwiek nagrody. Mówię tu głównie o SCI FI Jury Award na Gérardmer Film Festival 2009. Kitamury nie skreślę zupełnie. Może nadejdzie czas, że zrehabilituje się w moich oczach. Jednak ekranizacjom moich ulubionych opowiadań, w jego wykonaniu mówię stanowczo: NIE!

W 2016 roku większość ludzi zostaje zamieniona w wampiry. Jest to konsekwencja trwającej od dziesięciu lat epidemii. Wśród wampirów pojawiają się, całkiem rozsądni obrońcy ludzi, ponieważ liczą na ich krew…
Tak przedstawia się fabuła thrillera Daybreakers.




Pozatym warto wspomnieć o nowym numerze kwartalnika QFANT. Pobierzecie go tutaj.

Pozwól mi wejść


Gatunek:
Horror
Reżyseria: Tomas Alfredson
Scenariusz: John Ajvide Lindqvist
Obsada: Kåre Hedebrant, Lina Leandersson, Per Ragnar, Mikael Rahm
Rok produkcji: 2008
Produkcja: Szwecja

Tą produkcją Tomas Alfredson zadebiutował w mojej wideotece. Nigdy wcześniej nie widziałem żadnego jego filmu. Ba! Nawet o takim nie słyszałem. Zrozumcie zatem moje zdziwienie, kiedy usłyszałem, że ten mało znany
Szwedzki reżyser podbija serca widzów w całej Europie. Nie powiem, że nie spodziewałem się dobrej realizacji. A jakże… Przecież ostatnio największe sukcesy w kinie grozy odnoszą Europejczycy: Hiszpanie, Francuzi. Dzięki filmowi Alfredsona można powiedzieć, że także Szwedzi.

Najmocniejszą stroną produkcji jest interesująca fabuła, więc może zacznę od niej. Trudno w tym wieku zaskoczyć widza. Johnowi Lindqvistowi – scenarzyście – to się udało. Przygodę rozpoczynamy poznając samotnego chłopca, Oskara. Nie ma biedak łatwego życia. Bity, poniżany przez kolegów w szkole, a w domu spotyka się z nieczulicą. Nie obchodzi zbytnio, zajętych własnymi sprawami, rodziców. Swoją agresję rozładowuje w dość nietypowy, jak na dwunastolatka, sposób. Tnie scyzorykiem drzewo. Pewnego razu, podczas takiego procesu spotyka swoją rówieśniczkę – Eli. Dziewczynka (choć nie do końca) szybko zaprzyjaźnia się z chłopcem. Stają się sobie na tyle bliscy, że można pokusić się o stwierdzenie: miłość. Nie wszystko jest jednak takie proste. Eli, jest bowiem wampirzycą.

Wiele filmowców brało w swe szpony samotników. Łatwo zrobić z nich temat na film, gdyż publiczność jest zafascynowana sytuacją wyrzutków społeczeństwa. Pozwól mi wejść oprócz wyżej wymienionego porusza wiele innych tematów. Traktuje o miłości, agresji w szkole, śmierci, ojcostwie… Jako horror swoją oryginalność ugruntowuje nietypowym doborem głównych bohaterów. Są nimi, co nietypowe w tego rodzaju produkcjach, dzieci – jeszcze nie nastolatkowie. Nie dajcie się jednak zwieść; to prawdziwe kino grozy, a nie bajeczka dla najmłodszych. Znajdziecie tu krwawe i mroczne sceny, a nawet epatujące seksualnością.

Tomas Alfredson, przedstawiając bohaterów, prezentuje nam w tle chłodne oblicze Szwecji. Miejsce wydarzeń świetnie wpasowuje się do klimatu filmu. Bohaterowie wyrażają się oszczędnie i monotonnie. Otwierają się tylko przed sobą. Kolejne minuty filmu uwidaczniają nam kim/czym tak naprawdę jest Eli. Mimo braku wielu drastycznych scen, reżyserowi udało się stworzyć pełną napięcia atmosferę. Niezwykły klimat to duży plus na korzyść produkcji.

Niestety, nie da się ukryć, że akcja rozwija się lakonicznie. Brakuje szybkich zwrotów wydarzeń i scen mrożących krew w żyłach. Historia jest mimo wszystko opowiedziana sprawnie. Zakończenie także niczego sobie. Całość załamuje się w połowie filmu. Ta część wydała mi się już po prostu nużąca. Mimo wszystko, muszę stwierdzić, że Pozwól mi wejść to porządny horror. Cieszy, coraz rzadziej spotykana, oryginalność fabuły. Pięknie ukazana sceneria, niczego sobie gra aktorska, troszkę gorszy montaż sprawiły, że o kinie szwedzkim znowu zaczęło się mówić… pozytywnie.

Zombieland

Brak komentarzy

Zombie nie na poważnie, czyli nowa komedia Zombieland. Jestem fanem twórczości Romero i Fulciego, więc tę ciekawą parodyjkę też chętnie obejrzę…


Graham Masterton Muzyka z zaświatów

Wydawnictwo:Albatros, Maj 2009
ISBN:978-83-7359-963-5
Liczba stron:320


Wiem, że wśród fanów opinie są podzielone, ale według mnie to najgorsza okładka, jaką wydawnictwo Albatros ozdobiło powieść brytyjskiego mistrza grozy. Kobieta nie pierwszej urody na płomiennym tle kojarzy mi się bardziej z dramatem miłosnym, a nie z kolejną intrygą rozgrywaną na pograniczu świata duchów. Nie czepiając się więcej, przyjrzyjmy się samej treści.
Tym razem w intrygę daje się wplątać kompozytor muzyki telewizyjnej, Gideon Lake. Po przeprowadzce do eleganckiego mieszkania, w bogatej nowojorskiej dzielnicy, poznaje uroczą mężatkę, Kate Solway. Ni stąd, ni zowąd sąsiedzi zakochują się w sobie. Bardzo tajemnicza Kate, zabiera Gideona w podróż po Europie. Nie chce wyjaśnić mu sensu dziwnych zjawisk, których doświadcza podczas przebywania w szykownych apartamentach.

Muszę przyznać, że taka proza była mi potrzebna. Masterton ukazał swoje inne, łagodniejsze, aczkolwiek równie przejmujące oblicze. Dowiódł, że potrafi konstruować grozę nie tylko niezwykle krwawymi opisami brutalnych morderstw. Wykorzystuje element zaskoczenia oraz współczucie. Kilka scen napawa oczywiście charakterystyczną grozą, aczkolwiek są świetnie wkomponowane i zupełnie nie przeszkadzają. Po raz kolejny, pisarz urodzony w Edynburgu, tworzy bardzo przyjazne czytelnikowi postaci. Aż chce się porozmawiać z bohaterami, wyjaśnić to czego nie rozumieją, ostrzec przed niebezpieczeństwem.

Właśnie w tym momencie muszę wyrazić słowa ubolewania nad pewnym faktem. Otóż zbyt często czytelnik domyśla się co będzie dalej, zanim jeszcze dana sytuacja nadejdzie. Nieustanne podróże do miast europejskich pociągały za sobą serie osobliwych wydarzeń. Mimo tego, iż bohater podejrzewał, jakoby tym razem będzie mu dane spędzić wycieczkę w spokoju, nie udawało się. Jeszcze na początku, nieświadomy niczego czytelnik daje się wciągnąć w wir wydarzeń. Jednak kolejne opisy tego samego (zwłaszcza już w Wenecji) są dość nużące. Zupełnie inną sprawą jest fakt, iż Masterton świetnie przedstawił klimat Londynu, Sztokholmu oraz Wenecji. Dzięki sprawnie wykonanym opisom oddał całkowicie magię tych miast. Mogę potwierdzić ich piękno, zwłaszcza, że byłem w dwóch z nich.

Kolejną wadą powieści jest, tradycyjnie, zakończenie. Nie rozwija ono wszystkich wątków i irytuje lakonicznością. Przykład? Bardzo proszę: Kate zapewniała Gideona, że nie może wyjaśnić mu, dlaczego widzi on obrazy, których inni nie dostrzegają. Na końcu bohaterka nie przedstawia wiarygodnego wytłumaczenia powodu swojego zachowania. Po przeczytaniu ostatniego zdania stwierdziłem także brak wyjaśnienia sprawy tajemniczego chłopca, który jest ciągnięty przez dwóch mężczyzn po Londynie i Wenecji.
Podsumowując, Graham Masterton nie daje powodu do zachwytu. Mimo wszystko powieść czytało się bardzo przyjemnie. Jak zwykle zaopatrzona w przyjazną narrację, spontaniczne dialogi i niebanalny humor. Brakuje niestety konsekwencji w rozwijaniu podejmowanych wątków i budowie logiki wydarzeń. Ups, bym zapomniał! I ta okładka…

Deep Seated to krótki slasher wyreżyserowany przez Meoshę Bean. Jak na amatorskiedzieło odznacza się niezwykłą precyzją. Nuży tylko fabuła, gdyż mamy tu amerykańską niewiastę, którą napada banda zamaskowanych bandytów. Gdzieś już to było… Aczkolwiek podziw wzbudza innowacyjna, epileptyczna praca kamery, a także klimatyczna muzyka. Enjoy!



Na koniec może kilka informacji o reżyserce filmu, bo mam nadzieję, że z Meoshą jeszcze się spotkamy:
Meosha Bean (urodzona 22 marca 1990 roku) jest amerykańską amatorską reżyserką i aktorką. Z kamerą zetknęła się pierwszy raz w wieku siedmiu lat i od tej pory zaczęła się jej przygoda. Tak długo jak tylko sięga pamięcią uwielbia stać wśród świateł reflektorów. Nie zapomina także o innej pasji, jaką jest malarstwo.

Czy chciałbyć kiedyś zostać sam na wyspie, na której znajduje się szpital dla umysłowo chorych? W dodatku, pod wpływem burzy, zostaje zerwana wszelka łączność ze światem. W takie miejsce zabierze nas klimatyczny thriller Shutter Island, wyreżyserowany przez Martina Scorsesa. W rolach głównych m.in.: Leonardo DiCaprio, Mark Ruffalo, Michelle Williams.


[REC]2

Brak komentarzy

Byłem zachwycony niegdyś hiszpańskim [REC]iem. Dlatego mimo opini jaką w ciągu wielu lat wyrobiły sobie sequele muszę obejrzeć część drugą. Przyznam, że trochę się obawiam. Zwłaszcza po obejrzeniu tego zwiastuna:


  • RSS