cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2009

Już 8. sierpnia polska premiera Ostatniego domu po lewej. W Ameryce zbiera bardzo pozytywne recenzje.
Zanim jednak udam się do kina, będę musiał obejrzeć pierwowzór Wesa Cravena. Tak, nie przesłyszeliście się. To kolejny remake.

Elizabeth Kostowa HISTORYK

Wydawnictwo:ŚWIAT KSIĄŻKI
ISBN:83-7391-878-7
Liczba stron: 632

Po spektakularnym sukcesie Dana Browna („Kod Leonarda DaVinci”, „Anioły i Demony”) książki, oferujące nam poznanie tajemnic tajnych organizacji, wychodzą nagminnie. Nie bez powodu, gdyż są powszechnie czytane. Vlad Palownik, urodzony w Sighişoarze na Siedmiogrodzie, stanowi do dziś inspirację dla kreacji postaci legendarnego Drakuli.

Może powyższy akapit przeczytaliście ze zdziwieniem. Co ma wspólnego Dan Brown z Drakulą? O nie, napisał o nim książkę? Gorzej, odpowiem, napisała ją Elizabeth Kostova.

Pewnego dnia młoda amerykanka odkrywa w bibliotece ojca tajemniczy manuskrypt i równie zagadkowe listy. W wyniku tego Paul przedstawia córce swoją pełną przygód przeszłość. Okazuje się, że jako historyk prowadził badania nad dziejami Vlada Palownika, zwanego Drakulą. Córka będzie musiała ruszyć w ślady ojca…

Autorka swoje dzieło pisała dziesięć lat. Co widać po rozmiarach książki, gdyż liczy ona sobie ponad sześćset stron dużego formatu. Mam jednak wrażenie, że gdyby wyciąć wszelkie niepotrzebne opisy i dialogi liczyłaby niespełna dwieście. A takich sytuacji jest baaardzo dużo. Zaskakuje naiwność bohaterów, którzy w dramatycznych chwilach rozwodzą się nad nic nie wnoszącymi introdukcjami. Sprawny autor, wczuwający się w klimat streściłby te dialogi w kilku zdaniach.

Po  tak rozległej powieści można spodziewać się dużego spektrum  bohaterów. Tak jest w istocie. Niestety miałem wrażenie, że to jedna i ta sama osoba. Każdy z nich jest historykiem i posiada rozległą wiedzę na temat Wołoszczyzny w XV wieku. Odkrywanie kolejnych odbić lustrzanych głównego bohatera staje się męczące. W książce brak napięcia, dialogi są sztuczne a bohaterowie nierealistyczni. Przedzierając się, przez kolejne strony powieści miałem wrażenie, że zataczam koło. Co chwila znajdowałem się w bibliotece i przeglądałem tajemnicze manuskrypty. Nie zabrakło wątków miłosnych. Niestety, nawet z tego Kostova nie umiała wybrnąć. Już po poznaniu bohaterów wiadomo było kto z kim i dlaczego.

Zupełnie nie rozumiem, jak powieść ta stała się bestsellerem światowym. Sprzedano milion egzemplarzy, przetłumaczono na trzydzieści pięć języków i wspięła się na szczyt listy bestsellerów „New York Timesa”. Po kilku powyższych akapitach, część z was zastanowi się zapewne jakim cudem nie zasnąłem podczas lektury. Mimo wszystkich zarzutów autorka sprawnie operuje językiem. Wszystkie powyższe niedogodności posypuje lukrem urozmaicenia.

Co wpłynęło na sukces Historyka? Może fascynujący ostatnimi czasy ludzi wątek rzeczywistości splatanej z fikcją. Mnie najbardziej interesował motyw poszukiwania sarkofagu Drakuli. A ten, gdyby zobaczył w jak nudny sposób, została przedstawiona jego historia, na pewno, przewróciłby się w grobie.

Saw VI

2 komentarzy

Teaser Piły VI.



Trylogia było dobra. I to bez przesady… Zrobił się z tego serial, którego końca nie widać.

W czwartym odcinku kina cafemrok spotkamy się z Johnem Garym. Pochodzi on z Los Angeles i jak sam twierdzi bardzo dobrze dogaduje się ze swoją ekipą filmową. Oprócz tego pije za dużo kawy i lubi sztruksy. Echo Park to dość ciekawa propozycja. Może niezbyt innowacyjna to historia, ale dobrze zmontowana i zagrana.

Warto wspomnieć, że dzisiaj odbywa się premiera wznowienia powieści TO, Stephena Kina. A ja jej jeszcze nie czytałem… Dlatego cieszę się, że będę miał szansę odrobić zaległości. Oprócz tego zapowiadana jest ekranizacja książki Komórka – której nie polecam – w postaci 4-godzinnego serialu.
Zapomniałem ostatnio wspomnieć o upadku serwisu ZombieZone. A szkoda! Będziemy tęsknić. Na pocieszenie twórcy zapowiedzieli rychły powrót z nowym projektem.

CZARNA KOKARDA

Wydawnictwo:Grabarz Polski, 2009

Liczba stron: 184

Jak głosi okładka, Czarna Kokarda, to długo oczekiwana antologia horroru. Można zobaczyć, że wszystkie opowiadania powstały w 2007 roku. Rzeczywiście, czekaliśmy bardzo długo. Pozostaje pytanie, czy było warto?

Zacznę od opisu wydania, gdyż jest to, moim zdaniem, bardzo mocny aspekt książki. Na pierwszy rzut oka rozczarowuje rozmiarem; to zaledwie sto osiemdziesiąt stron. Okładka prezentuje się za to apetycznie, choć po premierze zdania były podzielone. Zachwycają także rysunki Kostka. Szkoda, że nie zobaczyliśmy ich zbyt wiele.

Naprawdę mroczną przygodę rozpoczyna wstęp Barbary Loranc. Kompletnie zresztą niepotrzebny. Zwłaszcza, że niektóre opisy poszczególnych opowiadań zawierają istotne elementy fabuły. Przechodząc do treści pozwolę sobie wysunąć kilka spostrzeżeń ogólnych. Po pierwsze zniechęcający jest nierówny poziom autorów. Zaprawieni w boju wojownicy grozy kładą na łopatki początkujących… Zawsze można pokusić się o stwierdzenie, że nowi zdobędą w ten sposób doświadczenie. Dla czytelnika jest to jednak irytujące. Inną sprawą, tym razem pozytywną, jest rozległy repertuar opowiadań. Znajdziemy tutaj krwawe rzeźnie, szaleńczych morderców i mroczne klimaty. Tak niezwykła różnorodność nie pozwala ocenić mi antologii jako całości. Pozwolę sobie przyszpilić krótkie notki do poszczególnych opowieści.

Drzemka w ziemi – czyli political-fiction Dawida Kaina. Warsztat jak najbardziej poprawny; toż to weteran gatunku… Temat wydał mi się ciekawy, choć przedstawiony zbyt oschle. Moim zdaniem autor posunął się o krok za daleko i wyszło niesmacznie…

Amator – bardzo naiwne. Spodziewałem się opowiadania z jajem, po solidnym początku. Zawiodłem się.

Powrót do przeszłości – mnie znużyło. Za wiele nic nie wnoszących opisów, zasłania całkiem ciekawą treść.

Krwavissimo! – jeden z najsłabszych punktów antologii. Co bardzo dziwi, gdyż Robert Cichowlas ma za sobą kilka naprawdę udanych opowiadań. Proszę zajrzeć na jego stronę. Autor próbował ratować całość zaskakującym zakończeniem. Niestety, tego właśnie się spodziewałem.

Misja – zbiera wiele pozytywnych opinii. Nie bez powodu. Kazimierz Kurcz Jr z Łukaszem Radeckim napisali zapierającą dech w piersiach historię. Ten pierwszy, jest zresztą znany z treściwej, zaskakującej groteski. Już nie pierwszy raz, razem z Łukaszem, tworzą wybuchową mieszankę dostarczającą niesamowitych wrażeń.

Ona i on – solidnie napisana groteska z kilkoma wpadkami. Mnie nie przeraziła, ale do najgorszych w antologii nie mogę zaliczyć. Ot, taki przeciętniak. Szybko przeczytałem, jeszcze szybciej zapomniałem.

Cmentarna opowieść – klimatycznie, mrocznie, krwawo. Wszystko czego potrzebuje dobre opowiadanie grozy. Zabrakło trochę oryginalności i warsztatu. Zapraszam do wysłuchania audycji na Tchnieniu Grozy, z właśnie tą nowelką.

Gra – bazuje na horrorze Stay Alive, który nawiązuje do innych horrorów… Motyw wyświechtany, prymitywny język, zero zaskoczenia. Bardzo słaby punkt antologii.

Spowiedź – autor napisał dobrą opowiastkę, związaną z tematem obozów koncentracyjnych. Niestety nie bardzo wpasowuje się w klimat zbioru. Po prostu, oprócz smętnych rozważań, nie ma nic innego. Grozy także!

Zmieniacz – mogłoby być kandydatem do najlepszego opowiadania zbioru. Niestety ponownie nie jest to horror, tylko science-fiction. Bardzo udana narracja, zaskakujące zaskoczenie, ale dlaczego bez krwi?

Czarna Kokarda – na koniec (mimo, że i tak nie czytałem opowiadań po kolei) zostawiłem sobie tytułową Czarną Kokardę. Autorka zabiera nas w świat ekscentrycznie funkcjonującej korporacji. Zabrakło większego eksperymentowania i oryginalniejszego ujęcia tematu. Nie rozumiem czemu akurat to opowiadanie zostało tytułem dla całego zbioru. Mamy tu do czynienia z wieloma lepszymi propozycjami.

Mogę stwierdzić jedynie, że pieniędzy wydanych na Czarną Kokardę nie żałuję. Nie poleciłbym jednak zbioru koledze. Znakomite wydanie, nieco gorsza treść sprawiają, że antologia trafi w gusta tylko najbardziej zainteresowanym tematyką grozy.

Chciałbym przedstawić wam obrazki mało znanego artysty, który każe tytułować się Kostek. To znakomite i mroczne dzieła.


Więcej znajdziecie na jego stronie kostekart.pl.
Obrazki Kostka dodają uroku antologii grozy pt. Czarna kokarda. Jej recenzja wkrótce w naszej mrocznej kafejce.
Robert Cichowlas Kazimierz Kyrcz Jr TWARZE SZATANA
Wydawnictwo:Grasshopper, 2009
ISBN:978-83-61725-06-0
Liczba stron: 458

Robert Cichowlas i Kazimierz Kyrcz Jr na polskiej scenie horroru bardzo często publikują opowiadania w duecie z innymi autorami. To pierwsze spotkanie tych aktywnych, obiecujących pisarzy. Jak zapowiadała okładka, miałem się przygotować na przeżycie prawdziwej grozy. Przełknąłem ślinę i zatopiłem w lekturze.

Zanim opiszę wrażenia na temat treści, chciałbym zwrócić uwagę na czarowne wydanie zbioru. Jeszcze przed premierą, Kazimierz Kyrcz Jr zachwycał się okładką. Mi wydaję się ona trochę zbyt delikatna jak na „orgię grozy”. W środku jednak zachwyca wszystko. Każde opowiadanie opatrzone jest znakomitym rysunkiem Małgorzaty Śliwki. Sowity ukłon w stronę wydawnictwa Grasshopper.

Książka to jednak nie same obrazki! Na początku autorzy zaznajamiają nas z własnym stylem. Tak właśnie, Kazimierz Kyrcz Jr, zaczyna od opowiadania „Świata” – krótkiej groteski z zaskakującym zakończeniem. Twórca wyspecjalizował się w tej dziedzinie. Szybko dotarłem do „Lamentu”, Roberta Cichowlasa. Ten także prezentuje swój charakterystyczny styl. Buduje opowiadania oparte na jasnym założeniu, napisane prostym językiem. Jego proza dużo czerpie z Grahama Mastertona, czy Deana Kootza.

Przewracając kolejne kartki, zatopiłem się w prawdziwej grozie, tak jak zapowiadali autorzy. Dostarczyli wszystkiego, czego potrzebuje fan horroru. Ciekawie przedstawiali utarte już pomysły oraz wprowadzali własne. Bardzo dobrze zresztą się dobrali, ponieważ straszą w zupełny rożny sposób, nie pozostawiając miejsca na schematy, czy nudę. Kyrcz tytułowe twarze szatana widzi w ludzkiej psychice. Fachowo operując językiem sprawia, że często sami mamy okazję domyśleć się makabrycznych zbrodni. Cichowlas zabiera nas w świat duchów i demonów. Udowadnia przy tym, że pasuje mu forma długich opowiadań z zaskakującym zakończeniem.

Chyba nie umiałbym wybrać najlepszego opowiadania ze zbioru. Autorzy pokazali, że są w świetnej formie, poza tym cechują ich odmienne style. Jeżeli chodzi o Kyrcza to szczególnie dobrze spisał się w „Zabłociu”. Przenosi nas w świat kuriozalnego nastolatka, którego rozterki miłosne staną się drogą do zguby. Innym świetnym opowiadaniem jest „Niespodzianka”. Robert Cichowlas popisał się „Postrachem pewnej szosy”. Opowiadanie traktuje o szaleńczym kierowcy-mordercy… Wkrótce zbrodniarz ujawni swe oblicze. Uwagę przykuła także „Maria”. Bardzo wyraźnie widać tu wpływ Mastertona na twórczość pisarza.

Autorzy nie pozostawili nas wyłącznie, ze swoimi indywidualnymi tekstami. Wiele z nich napisali wspólnie. To właśnie one są bardzo silnym punktem zbioru. Połączenie atutów obu twórców, pozwoliło kreować znakomite światy, przepełnione mrokiem i trwogą. Najlepiej w tej klasie spisuje się, wieńczące zbiór opowiadanie, „Ferma strachu”. Przednie są  również „Brzydula”, czy „Poświęcenie”. Choć uważam, że Twarze szatana to świetny tytuł, opowiadanie nie należy do moich ulubionych. Nie jest, co prawda, najgorsze, ale nie wznosi się także na wyżyny grozy.

Każdy, po lekturze zbioru, może zauważyć, że Cichowlas i Kyrcz to znakomite połączenie. Już wkrótce pojawi się ich wspólna powieść. Czekam z niecierpliwością. Tych, którzy, tak jak ja, entuzjastycznie podchodzą do zbioru, zapraszam na jego stronę, a tym którzy nie czytali serdecznie polecam!


Gatunek:
Horror
Reżyseria: Friedrich Wilhelm Murnaua
Scenariusz: Henrik Galeen
Obsada: Max Schreck,  Greta Schroeder, Georg H. Schnell, Alexander Granach
Rok produkcji: 1922
Produkcja: Niemcy


Filmy kultowe, to dzieła twórców, którzy wypracowali swój własny, niepowtarzalny sposób wyrazu, cieszący się popularnością wśród widzów. Nosferatu: Symfonia grozy z pewnością do takiej grupy należy. Jest to jeden z pierwszych horrorów w historii kina! Wyreżyserowany w 1922 roku przez Friedricha Wilhelma Murnaua, szybko zdobył wszechstronne uznanie.

Postać wampira przybliżyły nam już setki filmów. Ówcześnie był to temat na topie, zwłaszcza przez zmieniające się oblicze tej mrocznej postaci. Kamieniem milowym w dotychczasowym obrazie wampira była powieść, irlandzkiego dziennikarza, Brama Stokera pod tytułem „Drakula”. Ta sławna gotycka nowela czekała ponad dwadzieścia lat na pierwszą ekranizację. Ze względu na prawa autorskie, twórcy Nosferatu nie mogli wykorzystać prawdziwych imion bohaterów. Z niezwykłego podobieństwa do prozy Stokera wynikło później wiele konfliktów. Między innymi Florence Stoker, żona pisarza, sądziła się z twórcami o prawa autorskie. Murnau stworzył niemniej jednak dzieło kultowe, które na zawsze wpisało się jako potężny pozytyw kina grozy.

Akcja rozgrywa się głównie w niemieckim mieście, Wisborgu. Młody pośrednik nieruchomości -Thomas Hutter (książkowy Jonathan Harker) -wybiera się do Karpat, w poszukiwaniu grafa Orloka (Drakuli), by sprzedać mu posiadłość, w swoim rodzinnym mieście. Nie wie niestety, że klient jest wampirem. Hrabia zauroczony zdjęciem żony Thomasa, zamyka Huttera w zamku i samotnie wybiera się do niemieckiego miasta. W porcie, okazuje się, że nowo przybyły statek jest opustoszały. W mieście grasuje zaraza i niezwykle groźny wampir…

Film wywołał wiele kontrowersji. Związane one były często z odczytywaniem go, jako parafrazy nazistowskiego terroru. Mimo wszystko ocalał i możemy podziwiać go także dziś. Reżyser wady kina niemego przeobraża bardzo pomysłowo, tworząc z nich atuty. Groza Nosferatu wyziera wszędzie. Zarówno w scenach ataków wampira, jak i charakterystycznych ujęciach krajobrazu.

Forma ucierpiałaby znacząco, gdyby zabrakło fantastycznych aktorów. Mogliśmy tutaj zobaczyć ówczesną gwiazdę kina niemieckiego, Gretę Schroeder. Z powierzonego jej zadania wybrnęła znakomicie. Równie niesamowity był odtwórca roli Hardinga, Georg H. Schnell . I oczywiście największa gwiazda. Max Schreck, jako tytułowy  Nosferatu, czyli graf Orlok. Aktor ten tak dobrze wcielił się w postać wampira, że zaczął być z nim utożsamiany. W dwutysięcznym roku E. Elias Merhige nakręcił film, przedstawiający fikcyjne zdjęcia z planu filmu. Całość zakładała fakt, jakoby Max Schreck naprawdę uśmiercał swoje ofiary, gdyż naprawdę był wampirem! Chyba każdy aktor marzy o tym, aby zagrać tak dobrze.

Podczas projekcji widzimy wiele przestarzałych efektów, które w czasach kręcenia były niezwykle oryginalne. Przykładem mogą być: wstawanie z trumny w pionowej pozycji, niezwykle szybkie przemieszczanie się karety, itp. Teraz mogą nas śmieszyć. Oglądając film starałem się wykazać zrozumieniem, co do techniki montażu.
 
Produkcja powstała w czasach rozkwitu niemieckiego ekspresjonizmu. Reprezentowała nurt fantastyczny. Społeczeństwo zaczęło przyzwyczajać się do wszechobecnej tematyki śmierci. Większość filmów owiana była aurą tajemniczości, gdyż uświadamiano sobie, że największe emocje wśród widowni wzbudza zabójstwo i groza. Nosferatu: Symfonia Grozy był jednym z najważniejszych przedstawicieli nurtu.

Mimo przestarzałych efektów Nosferatu nadal wzbudza niezwykłe emocje. Niektóre sceny na zawsze zapadną nam w pamięć. Choćby słynne skradanie się wampira, czy rzeź na statku. Film mógłbym polecić jedynie fanom kina grozy. Jednakże jest to dzieło przełomowe w historii kinematografii, więc zachęcam każdego!


  • RSS