cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2009

Pierwsza część mnie nie przekonała. Nie wiążę, więc wielkich nadziei z kontynuacją. Zwłaszcza, że nawet fani po obejrzeniu zwiastuna są załamani.


Gatunek:
Thriler
Reżyseria: Dennis Iliadis
Scenariusz: Carl Ellsworth , Adam Alleca
Obsada: Garret Dillahunt, Tony Goldwyn, Sara Paxton
Rok produkcji: 2009
Produkcja: USA


Niemałym echem odbiła się w Internecie premiera, zapowiadanego wcześniej na CafeMrok, slashera „The Last House on the Left”. Rozochocony sprawnie wykonanym zwiastunem, nie mogłem zmarnować okazji. Zwłaszcza, że film zbierał tak pozytywne recenzje.

Historia znana, acz do dziś intrygująca. Scenarzysta poznaje nas z dwiema rodzinami. Jedna z nich, to grupa przestępców ze skłonnościami destrukcyjnymi, ukazana bardzo sztampowo. Druga, to zwykła amerykańska rodzina: ojciec, matka, córka. W nietypowych okolicznościach, te niewiele mające ze sobą wspólnego familie, stoczą konflikt. Obiektem sporu stanie się córka Collingwoodów (tej normalnej rodziny), Mari. Nastolatka, wraz ze swoją przyjaciółką, Paige, podrywają młodego chłopaka. Niestety rodzina Justina nie akceptuje takiej kolei rzeczy i chcą obie dziewczyny ukarać. Oprawcy przypadkowo trafiają do domu rodziców Mari.
Produkcja mistrzów gatunku Wesa Cravena i Seana Cunnighama widocznie cierpi konsekwencje współczesności. Klarownie zarysowana historia oparta jest na schematach i nie wnosi niczego nowego do gatunku. Cierpienie ukazane w filmie jest zupełnie inaczej, niż to w pierwowzorze. Wes Craven ubrał swoją debiutancką produkcję w szaty erotyzmu i ekstrawagancji. We współczesnych czasach trudno o oryginalność na tych dwóch płaszczyznach, więc twórcy (na całe szczęście) z nich zrezygnowali, lub zmniejszyli do minimum.

Wspomniałem już o braku oryginalności. Dodam także, że obawiam się kierunku w jakim zmierza slasher. Twórcy coraz częściej oscylują na granicy dobrego smaku. Tak też jest w Ostatnim domu po lewej. Wszystko jest krystalicznie czyste i podane na tacy – niczym nieocenzurowane taśmy z prosektorium. Do pewnego stopnia byłem z tego zadowolony. Ile, bowiem, można uciekać od pokazania kilku co drażliwszych scen? Teraz zaczyna mi czegoś brakować. Filmowcy zapomnieli chyba, że widz posiada też wyobraźnię.

Historia przeplatana jest wieloma wątkami. Brutalne sceny nie pozwalają się nad nimi dłużej zastanawiać, a ich mnogość każe, o tematach tych, szybko zapomnieć. Uroku dodaje świetna muzyka i proste, acz całkiem dobre zdjęcia.
Aktorstwo stoi na przyzwoitym poziomie. Na szczególne wyróżnienie zasługują Garret Dillahunt (Krug) i Tony Goldwyn (John Collingwood ). Nie wznoszą się na wyżyny gry aktorskiej, ale nie ma się do czego przyczepić. Niewielki epizod przypadł Marcie MacIsaac (którą polubiłem po Supersamcu). Wywiązała się z niego, delikatnie mówiąc, słabo. Przypominała mi rozwydrzone aktorki z niskobudżetowych pozycji.

Każdy fan horroru, okropieństw ukazanych w filmie naoglądał się wiele. Ciężko mówić o sensie, acz jakiś tam jest. Ale czy nie widzieliśmy już typowego bandziora, jakim jest Krug? Czy nie zakosztowaliśmy wątku więzi rodzinnych? Ciężko ocenić ten film, bo pomimo wielu wad zaintrygował mnie. I chyba nie podejmę się tego zadania. Oceńcie sami.

Zapowiada się ciekawie. W rolach głównych m.in.: Benicio Del Toro i Antony Hopkins 


Czwarty stopień jest oparty na prawdziwych wydarzeniach z Alaski. W pewnej miejscowości, w zagadkowych okolicznościach, giną ludzie. Ktoś musi się tym zająć. Podobno będziemy mieli okazję obejrzeć prawdziwe materiały archiwalne! Cóż, Amerykanie ponownie mają świetny materiał na film. Czy to wykorzystają?


Gatunek:
Horror
Reżyseria: Agnes Merlet
Scenariusz: Agnès Merlet , Juliette Sales
Obsada: Jenn Murray, Carice von Hauten
Rok produkcji: 2008
Produkcja: Irlandia, Francja


Oryginalny tytuł brzmi Dorothy Mills. Polscy przedstawiciele obrazu Agnes Merlet postanowili dodać człon „egzorcyzmy”. Tym samym przygotowali mnie na film poruszający wątki religijne i spirytystyczne. Tymczasem nie zobaczymy nawet krzty egzorcyzmów. Typowych opętań także zabrakło…
 
Już na początku będziemy świadkami mało mówiącej sceny, która wyjaśnia nam jedynie, że tytułowa Dorothy Mills jest bardzo niebezpieczna. Jane Morton, uznana psychiatrka, wyrusza na tajemniczą wyspę, by rozwiązać równie enigmatyczną sprawę. Dorothy oskarżona jest o usiłowanie zabójstwa noworodka. Jane przeżywa na wyspie prawdziwy koszmar. Już na samym początku, omal nie ginie w wypadku samochodowym… Poza tym, ludzie odnoszą się źle do jej pracy, Dorothy szaleje, a banda nastolatków-widmo chce przyprawić ją o zawał serca. Czy w tak skrajnych warunkach znajdzie sposób, by pomóc Dorothy?

Trudno o oryginalność w dzisiejszych czasach! Scenarzyści, coraz rzadziej pozwalają widzowi na komfort obejrzenia naprawdę niekonwencjonalnej historii. Nie inaczej było tym razem. W „Egzorcyzmach Dorothy Mills” znajdujemy wiele tradycyjnych wątków, tyle, że pomieszanych. Wyspa, z dziwnymi mieszkańcami („Kult”), opętanie („Egzorcyzmy Emilly Rose”), trudna młodzież („Eden Lake”).

Gra aktorów pozostawia wiele do życzenia. Kiedy Jenn Murray mogę jeszcze wybaczyć (przecież to debiutantka), to Carice van Houten mogła się bardziej postarać. Poza tym, ospała atmosfera wyspy, na której dzieją się wydarzenia, pozostawia niepewność co do gry innych bohaterów. Nie znam za dobrze kultury germańskiej, aby wypowiedzieć się, czy mieszkańcy małych społeczności są tak sztywni i płytcy…

Grozę czuć tylko na początku. Z każdą minutą napięcie opada, a widz z coraz większym zniecierpliwieniem oczekuje końca.  Agnes Merlet próbowała stworzyć dzieło, ukazujące psychoanalityczną odsłonę kolonii irlandzkiej. Trzeba przyznać, że podołała zadaniu. Przymykając oko na kiepską grę aktorów, można dać się wciągnąć w rozważania. Jak sama, pani psycholog, Jane Morton, twierdzi to „nie Dorothy jest problemem, tylko wy!”(zwraca się do mieszkańców).

Finał denny, nie trzyma w napięciu, nie rozwiązuje wszystkich problemów. Reżyserka oprócz zabawy znanymi już wcześniej motywami, nie uchwyciła nic nadzwyczajnego. Nie można o takim filmie mówić, że jest dobry! Nie zachęcam was więc do jego obejrzenia. Zwłaszcza jeżeli oczekujecie dzieła poruszającego w stylu „Egzorcysty”, czy „Egzorcyzmów Emilly Rose”…


  • RSS