cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2009


Gatunek:
Science – fiction
Reżyseria: Neill Blomkamp
Scenariusz: Neill Blomkamp;
Obsada: Sharlto Copley, Nathalie Boltt ;
Rok produkcji: 2009
Produkcja: Nowa Zelandia, USA


Ostatnio miałem fazę na fantastykę naukową. Nie wiem dlaczego. Kolejne produkcje spod tego gatunku połykałem litrami. Przy tym, naoglądałem się tylu gniotów, że zupełnie nie byłem zainteresowany Dystryktem 9. Niedawno jednak, w moim mieście, otworzono nowe kino. Z powodu braku lepszych pozycji zaryzykowałem. Pora przedstawić świeże wrażenia.

Nad Johannesburgiem zawisł statek kosmiczny. Niektórzy spodziewali się inwazji, inni wybawienia… Ani jedno, ani drugie nie nadeszło. Kosmici – przypominający krewetki – żyli na statku w totalnym chaosie. Nikt nie wiedział, co z nimi zrobić, więc po prostu zostali ściągnięci na ziemię. Utworzono dla nich obóz pod samym statkiem, a nazwano go Dystrykt 9.

Niestety krewetki wszczynają burdy, szaleją po mieście, uprawiają prostytucję międzygatunkową. Władze miasta nie mogą pozostać obojętne. Przeniesienie kosmitów zalecają przedsiębiorstwu MOA. Szef kompanii powierza zadanie zięciowi: Wicusowi van de Merwe. Ten jest antybohaterem w każdym calu. Tchórzliwy, niezręczny, niedyskretny. W jednej z chat kosmitów znajduje tajemniczą substancję. W pewnej chwili fiolka strzela ciemnym płynem i doprowadza do niespotykanej infekcji ręki…

Film opowiada o tolerancji, rasizmie, miłości. Porusza problemy akceptacji istot innych niż my, ludzie. Wikus van de Merwe przez sto dwanaście minut daje siebie polubić. Pokazuje nam jacy sami jesteśmy. Założę się, że nikt nie potrafiłby odnaleźć się w takiej sytuacji jak on. Bohater jest naturalny i naprawdę sympatyczny. Jego losy poruszają i potrafią zaciekawić.

Opowieść kręcona jest w dwojaki sposób: z ręki i profesjonalnie. Łączy schematy dokumentu i typowego filmu akcji. W pierwszej części przeważa ten pierwszy. On też zaciekawił mnie najbardziej. Kolejny to typowa strzelanka, których naoglądałem się wiele. Mimo tego, produkcja nie pozostawia wrażenia, że producenci chcieli pochwalić się rozwiniętą techniką. Ot taki dodatek…

Pora na mniej przyjemną część – wady. Napotykamy na mnogość niekonsekwencji fabularnych i logicznych. Przyznam, że niektóre nie dały o sobie zapomnieć, nawet po dramatycznym rozwoju wydarzeń. Dlaczego tak rozwinięta rasa krewetek na Ziemi zachowuje się jak stado przygłupów? Dlaczego nikogo z naukowców nie zainteresowało wnętrze statku? Z każdą minutą narasta także wrażenie, że reżyser (debiutant zresztą) miał coraz mniej pomysłów. Skromny budżet filmu (ech… to znaczy jak na amerykańskie kino) został wykorzystany jednak bez zarzutu.

Dystrykt 9 to film nietuzinkowy, choć na pewno nie przełomowy. Neill Blomkamp pokazał, że warto śledzić jego dalsze produkcje, a Peter Jackson, że ma nosa do debiutantów. Ostatnimi czasy trudno o film pełen napięcia i poruszający. Dystrykt 9 poza tematem do przemyśleń, dostarczył mi znakomitej rozrywki. Mam nadzieję, że będzie tak i w waszym przypadku.
Polecam!

Powrót wielkich!

Brak komentarzy

Szykują się dwa powroty. Co prawda wielkioch twórców, ale ze spekulacją, w jakim stylu jeszcze się wstrzymajmy!
- Wes Craven coraz bliżej Krzyku 4. Prawdopodobnie nadchodzi nowa odświeżona trylogia. Nie wiem, czy to dobrze. Dałbym już tej serii spokój…
- Tobe Hooper spotkał się ostatnio z szefami Twisted Pictures. Być może szykuje nam sie kolejna masakra?

Straszne nowiny

Brak komentarzy

Jutro premiera Piły VI. W sumie miałem o tym nie pisać, ale toż to wielkie święto horrormaniaków. Bowiem VI część sagi szczyci się pierwszym plakatem bez odciętej części ciała.

Aż kręci mi się w głowie…

Już dzisiaj natomiast rozpoczyna się Horror Festiwal. Na którym nie będę – i nie żałuję. Redakcja arenahorror.pl ma natomiast zaszczyt zaprosić wszystkich do:

Nicolas Cage w kolejnej produkcji grozy. Miejmy nadzieję, że będzie mniej sztywny niż w Ghost Riderze. Choć zwiastun nakazuje w to wątpić.

 

 

Reżyserem jest Dominic Sena. Światowa premiera 19 marca 2010.

Nawiedzonych domów mieliśmy krocie. Z ręki kręconych nie widziałem. Byleby tylko do rodzimych kin wpuścili.


Gatunek:
Horror
Reżyseria: Nacho Cerda
Scenariusz: Richard Stanley , Nacho Cerdà
Obsada: Anastasia Hille , Karel Roden
Rok produkcji: 2006
Produkcja: Hiszpania, Wielka Brytania, Bułgaria


Jednym z jaśniejszych obiektów na firmamencie hiszpańskiego kina jest Nacho Cerda. Zadebiutował klimatycznym Awakening, wstrząsnął kontrowersyjnym Aftermath i wzruszył w Genesis. Tym razem postanowił opowiedzieć historię w pełnym metrażu.

The Abandoned zapoznaje nas z historią Marie Jones, która szuka swoich korzeni w Rosji. W sumie, nie wiadomo po co. Wiadomo jedynie, że jest po rozwodzie i nie radzi sobie z córką. Wkrótce okazuje się, że jest też nerwowa i podejrzliwa. Nie mniej jednak, za sprawą agenta nieruchomości, trafia do opustoszałej posesji swoich zmarłych rodziców. Co dziwne, spotyka tam brata bliźniaka. Okazuje się, że duchy przeszłości nie śpią i chcą ich wciągnąć w tajemniczą grę…

Już od pierwszych minut filmu wiemy, że mamy do czynienia z kinem grozy. Zaczyna się mrocznie i ciekawie. Brawa dla twórców za niezapomniany efekt dźwiękowy, kiedy głos dziecka miesza się z dźwiękiem lądującego samolotu. Aż podskoczyłem podekscytowany, czekając na więcej takich smaczków.

Niestety, zawiodłem się. Im dłużej trwała projekcja, tym akcja bardziej zwalniała, bądź kręciła się w kółko. Całość próbowała ratować nastrojowa muzyka, ale wyszło miernie. Co chwila ziewałem wprost na pojawiające się straszaki – wrzeszczaki, typowe dla amerykańskich produkcji.

Jakieś przesłanie film Cerdy ze sobą niesie. Tak, jak jego wcześniejsze produkcje, pozostaje do indywidualnego rozstrzygnięcia widza. Zakończenie jest mocne, ale przewidywalne. Nie dorasta do pięt pierwszym minutom filmu. Pochwalić należy aktorów. Z powierzonych ról wywiązywali się znakomicie. Szczególne wyróżnienie należy się Anastazji Hille, głównej bohaterce .
The Abandoned rozczarowuje. Może nie ma jakiś rażących luk, ale miałem wrażenie, że oglądam któryś film z kolei traktujący o tym samym. Poprzednimi produkcjami Cerda zaskakiwał. Zdawało się, że nikt tak jak on nie umie filmować śmierci. Tu powiela znane schematy. Być może pełny metraż mu nie służy? A może to ja zawiesiłem za wysoko poprzeczkę? Nie mniej, oglądając Porzuconych przypomniała mi się pewna reklama. Jej parafraza dobrze odda mój stosunek do filmu:
- Nacho, why?
- For money


  • RSS