cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2009

Wesołych!

2 komentarzy

Gatunek:
Horror
Reżyseria: Sam Raimi
Scenariusz: Sam Raimi, Ivan Raimi ;
Obsada: Alison Lohman , Justin Long;
Rok produkcji: 2009
Produkcja: USA


Trylogię Evil Dead znają chyba wszyscy – i to nie tylko miłośnicy horroru. Sam Raimi, zachęcony ofertami Hollywoodu, niejako zdradził gatunek i zajął się nabijaniem kolejnych zer na swoim koncie. Myślałem, że jest stracony, ale powrócił do swego pierwotnego gatunku. Panie i panowie: Wrota do piekieł.

Fabuła jest prosta, ale tego akurat mogliśmy się po Raimim spodziewać. Nigdy nie rozpieszczał widzów zawiłymi zagadkami. Uderzał raczej w sentymentalne nawiązania do klasyki gatunku, bawił się konwencjami i po prostu bawił. Tym razem, po obejrzeniu zwiastuna, miałem wrażenie, że wszystko będzie na poważnie. I było…

Christine Brown pracuje w dobrze prosperującym banku, w dziale kredytów. W firmie szykuje się poważny awans, a chrapkę na stanowisko ma także jej młodszy kolega. Pewnego dnia, stara cyganka prosi o przesunięcie terminu spłaty kredytu. Chcąc zaimponować swojemu szefowi, Christine bezwzględnie odmawia. Nie wie, że sprowadziła tym samym na siebie klątwę. Bohaterka wierzy, iż uda jej się powstrzymać złego ducha, Lamię.

Nie muszę wspominać, że trylogia Martwe Zło była koncertem jednego aktora. Widocznie Raimiemu spodobał się ten schemat, gdyż we Wrotach do piekieł Alison Lohman praktycznie nie schodzi z ekranu. Różnica polega na tym, że Campbell potrafi grać. Odtwórczyni roli Christine grała dotychczas mało zobowiązujące role. Lohman nie wzniosła się na wyżyny aktorstwa. Momentami była wręcz przykra. Reżyser może żałować, że odmówiła mu Ellen Page.

Skoro już rozkręciłem się w narzekaniu, to wspomnę o kolejnej ze znaczących postaci – pani Ganush (cyganki, której klątwa jest motorem napędowym akcji). Być może scenarzysta chciał ukazać bezradność starszych osób, a w drugiej odsłonie okrucieństwo Cyganów. Niestety zrobił to w tak łopatologiczny sposób, że zacząłem się zastanawiać, czy to czasem nie komedia.

Charakteryzacja kobiety także jest niedbała. W scenie w banku widzimy odrażające, zaniedbane palce bijące o stół. Chwilę potem pani Ganush poprawia chustę, a jej dłonie są zadbane. Niewiele później Cyganka wkładała sobie sztuczną szczękę, a przy tym można było dostrzec jej prawdziwe zęby.

Cała fabuła została wyłożona na tacy, bez żadnych zaskoczeń i zwrotów akcji. Rozwija się w typowy sposób, który zaczyna nużyć. Może bym zasnął, gdyby nie pojawiające się od czasu do czasu strszaki. Efekty specjalne też zresztą nie pachną świeżością. Raimi odrestaurował stare schematy. Być może uznał, że nie będzie drażnić fanów kolejnymi Spidermanami  i zrobił, na odwal się, kiczowaty horror.

Można by zastanowić się, czy kino zaprezentowane przez twórcę Evil Dead nie jest pastiszem? Niestety, nawet w tych kategoriach wypada słabo. Oprócz niezłego zwiastuna i klimatycznego plakatu w produkcji nie podobało mi się nic. Minus. Duuuży minus.

Zapowiadany jako Szczęki dla miłośników sportów zimowych. Wątpię. Ale, że lubię snowboard chętnie zobaczę, co może mnie spotkać.


Wydawnictwo: Albatros
ISBN:978-83-7359-966-6
Liczba stron: 302

Graham Masterton znany jest głównie z horrorów. To jego główna domena, jednak autor nie oparł się pokusie sięgnięcia do pobrzeży gatunku. Dzięki temu, mogliśmy podziwiać Plagę, Katie Maguire i Wybuch, a także ponarzekać na Ikon, czy Aniołów Chaosu. Błyskawica to debiut Brytyjczyka na płaszczyźnie thrillerów. Całkiem niedawno, wydawnictwo Albatros zrobiło fanom niebagatelny prezent i uraczyło wydaniem tego historycznego dziełka.

Bradley Winger jest
niepoprawnym marzycielem i byłym kierowcą rajdowym. Jego niespełnione
ambicje przejawiają się w szalonym pomyśle pobicia rekordu świata w
osiągnięciu najszybszej prędkości na lądzie. Pomimo nieprzychylności
rodziny, decyduje się podjąć próbę. Nieszczęśliwie ginie na torze. Jego
syn, Craig, zrywa z dotychczasową monotonią życia i decyduje się pobić rekord ku chwale ojca. Pomoże mu w tym bolid nowej generacji Fireflash 5, którego budowę finansuje, z powodów osobistych, milioner, Tyson Peace.

Po
pierwsze, widać, że autor  przygotował się od strony technicznej.
Zdołał zbudować naprawdę prawdopodobny obraz pojazdów Fireflash 4 i 5.
Co więcej opisy są bardzo sugestywne i ciekawe. Nie znużą nawet
największego laika, a i jest w nich niemało prawdy.

Mimo faktu,
że to jedna z pierwszych książek Mastertona, dostrzegamy w niej
naprawdę sprawny warsztat literacki. Zarzuty to zapewne naiwność
dialogów i niektórych „złotych myśli” bohaterów, lecz to niezmienna
dominanta autora, dająca się zauważyć do dziś. Historia jest jednak
przedstawiona sprawnie. Tym razem charakterystyczny schemat uległ małej
zmianie. A co do samej historii?

No właśnie… Niestety jest ona
drętwa i dużo w niej irytujących luk. Niektóre sytuacje toczą się zbyt
wolno (próba bicia rekordu przez Bradleya), a niektóre zbyt szybko
(rozstanie z Sarah, decyzja Tysona Peaca), przez co thriller staje się mało realistyczny. Zupełnie, jakby pisarz zapomniał, że w tym gatunku obowiązują inne zasady niż w horrorze.

Brytyjski twórca przyzwyczaił nas do tworzenia wyrazistych postaci.
W Błyskawicy element ten wyraźnie kuleje. Nikt nie przykuwa specjalnej
uwagi, nawet główny bohater Craig Winger, za którym trudno nadążyć.
Podobnie jest z mistycznym hipnotyzerem, próbującym wzbudzić w innych
miłość do życia. Jeżeli tytułowanie się przez Halla Schocksa
„mistrzem” miało być nawiązaniem do Mistrza i Małgorzaty, to było
bardzo nieudane. Myślałem, że na końcu książki zostaną wyjaśnione
motywy jego działania, ale nie. Postać pojawia się i znika, bez żadnego
wyjaśnienia.

Błyskawica jest jednym z najgorszych thrillerów
Brytyjczyka. Ku pokrzepieniu fanów dodam, że od wydania tej powieści
można zauważyć tendencję zwyżkową (jeżeli chodzi o thriller). Może
kiedyś doczekamy się kolejnej , tak dobrej pozycji, jak Plaga.

Podobno to film o wilkołakach. Początek zwistuna nudnawy (czyt. typowy), ale końcówka smakowita. Reżyserem jest Jonathan Glendening, który dotychczas kręcił nieoglądane przez nikogo szmiry.
Tu w rolach głównych występuje m.in. Tom Felton (Malfoy z Harrego Pottera) i
Gemma Atkinso.

Huczy huczy w polskiej sieci
że Palenica filmy kleci
wrzucam wrzucam szorta śmiało
lecz wrażenie złe zostało…


Tak jak w wierszowanym wstępie… Niby ładnie zmontowane. Wszystko dopracowane. Zombie z niezłą charakteryzacją. Ale gorzej zagrane i brak w tym wszystkim sensu. Do obejrzenia i zapomnienia.

Gatunek:
Horror/ Sci-Fi
Reżyseria: Christian Alvart
Scenariusz: Christian Alvart , Travis Milloy ;
Obsada: Ben Foster , Dennis Quaid;
Rok produkcji: 2009
Produkcja: Niemcy, USA

Po gniotowatym Jason X (jak się otrząsnę, to może skrobnę reckę) miałem nie oglądać przez jakiś czas horrorów science-fiction. Niestety, moje postanowienie musiałem złamać, usłyszawszy o Pandorum. Niczym Zorro, film nakreślił wielkie P na arenie internetowej i wzbudził wiele dyskusji. Wielu osobom się podobało, więc czym prędzej pośpieszyłem sprawdzić, czy mają rację. Do tego doszedł znakomity plakat :).

Dwójka astronautów, Bower i Payton, budzi się na pokładzie statku kosmicznego nie pamiętając zupełnie nic. Wkrótce zza mgły niewiedzy zaczynają się pojawiać pierwsze wycinki informacji. Są załogą statku i zostali wybudzeni przez komputer ze stanu hibernacji. Tylko co z resztą załogi i pasażerami? Do tego wszystkiego na pokładzie zaczynają dziać się niesamowite rzeczy. Bowerowi udaje się odnaleźć kilku ocalałych. Czy razem odkryją tajemnicę statku?

Brzmi może niezbyt innowacyjnie, ale uwierzcie mi, że początek jest mocny. To znaczy, na tyle, żeby nie zniechęcić się i kontynuować podróż. Stopniowo akcja zaczyna zwiększać tempo, w umiarkowany, typowy sposób. Bez rewelacji, ale i bez rozczarowania. Jeżeli nie oczekujemy ambitnego kina, tylko niezłej bijatyki, powinniśmy być zadowoleni.

Pochwały należą się scenografom. Statek ma naprawdę mroczny klimat, który robi wrażenie. Nie pamiętam tak dobrej scenografii od czasów Obcego. A to porównanie, co najmniej, zadowalające.

W połowie film zaczyna nużyć, a jest to spowodowane konwencjonalnym wykorzystaniem schematów. I w ogóle z nich korzystaniem. Bowiem nie ma tu nic nowego. Typowe amerykańskie kino, gdzie na tacy mamy podane: efekciarskie sceny walk, piękne kobiety, przystojnych mężczyzn. Nie mogło zabraknąć przydługawych dialogów o misji, mających nadać temu wszystkiemu jakiś sens.
Gama potworków też nie jest zbyt szeroka. Nie można zarzucić im, jednak, że nie potrafią przestraszyć. Ich nieprzyjemne mordy sprawiają, że aż ciężko na nie patrzeć. A o to twórcom chodziło.

Zakończenie miało być zaskakujące, ale scenarzyści polegli. Niby zrobili, co trzeba, żeby nas skołować, ale zapomnieli dobrze się schować. Wyszło na to, że – przypuszczam – każdy  widz może powiedzieć: „Ha! Tak właśnie myślałem.” Wyszło na to, że Pandorum to typowy średniak. Nie ma nic, czym mógłby wypracować sobie ocenę ponadprzeciętną. Twórcy wykorzystali stare schematy, ale zrobili to dobrze. I dobrze!

FILM:

Bartosz Czartoryski – Jak świętuje horror, czyli kilka słów o slasherowych celebracjach

Tomasz Żaglewski – (Nie)Wesołe świeta z Timem Burtonem

Arkadiusz Grzegorzak – Wampirza miłość („BITTEN”)

Marcin Pluskota – Kiedy nie warto być wampirem? („DAYBREAKERS”)

Przemysław Pieniążek – Kłopoty z „Billym” – czyli wspomnienie Czarnych Świąt Boba Clarka


MUZYKA:

Kamil Pawłowski – Muzycy w filmach grozy

Kamil Pawłowski – Sceniczne show grozy część 2

rozmawiał Szymon Wolf – Wywiad z Anją Orthodox


GRY:

Paweł Kuś – Gdzie jest Cthulhu?

Paweł Klimczak – Zombie w konwencji zero-jeden część 2

Paweł Klimczak – Nawiedzone domy część 2

Mateusz Pitulski – Ghost stories (prezentacja gry)

METAMORFOZY GROZY

Zofia Gluzińska – „To nieludzkie miejsce czyni z ludzi potwory”


KOMIKS:

Empro – Satanio


LITERATURA I PUBLICYSTYKA:

Jan Wieczorek – Kuba rozpruwacz część 2

Edyta Gruszecka – Boże Narodzenie, czyli wampir pod choinką

Radosław Jarosz – Wszystkie nasze drobne lęki – opowiadania S. Kinga

Rafał Chojnacki – Moc truchleje. Inne oblicza świąt

Krzysztof Gonerski – Halloween po azjatycku

Rafał Chojnacki – O Tannenbaun

Krzysztof Dąbrowski – Bawcie się i świętujcie

Rafał Kuleta – Extremalnie krótkie święta


FELIETONY:

Łukasz Orbitowski – Latka lecą

Bartek Paszylk – Hiszpania: Najstraszniejszy kraj Europy

Zapowiada się smakowicie. Premiera 15. grudnia. Nie mogę powiedzieć, że nie mogę się doczekać. Pierwszy numer był dobry, ale nie wiele dzieliło go od przeciętności. Jednak dobrze rokuje na przyszłość.


  • RSS