cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2010


ŻYWOT PARSZYWY odc. 2


(opowiadanie opublikowane w słowackim Playboyu)

„Piekiełko”, różowy, tandetny neon z daleka rzucał się w oczy, przyzywając utrudzonych nocnych wędrowców. I pomyśleć, że to  kultowa, znana na całą Moskwę dyskoteka, i że dostanie się do środka w piątkowy wieczór graniczyło z cudem. Przy wejściu  stało dwóch łysych, mocno przysterydowanych, ubranych w skóry bramkarzy.
- Sie masz Siergiej – Wycedził przez zęby ten bardziej przypakowany, przygryzając jednocześnie zapałkę. – dawno cię tu nie  było, wskakuj.
Taaa, zawsze miał wjazd za friko, czuł się tu jak w domu – lubiany zarówno przez klientów jak i obsługę.
Aby dojść do pulsującego jednostajnym, dudniącym dźwiękiem serca dyskoteki musiał pokonać, przeciskając się między ludźmi,  strome wąskie schody następnie należało tylko przeprawić się przez długi słabo oświetlony (i jeszcze bardziej zatłoczony)  tunel – podobny do tych w bunkrach – i przedsionek z ogromnym półokrągłym barkiem. Dotarcie do tego miejsca zajmowało mniej  więcej dziesięć minut. Po drodze robił częste przystanki by sprzedawać towar stałym klientom. Jak zawsze gdy tam dotarł,  uboższy o jakąś jedną trzecią prochów, robił sobie przerwę na drinka. Przebicie się przez tłum do którejkolwiek z mocno  wymalowanych barmanek graniczyło z cudem, lecz nie miał z tym problemów, wszystkie go znały. Wystarczyło że stanął w dobrze  widocznym miejscu a momentalnie pojawiała się jedna z nich z jego ulubionym dryniem. Dziwnym trafem zawsze znajdywało się też  wygodne miejsce do siedzenia.
Sącząc bez pośpiechu obserwował podrygujące na parkiecie dziewczyny. Jak sprzeda cały towar, jak zwykle wyrwie jakąś pannę i  trochę się zabawią. Po zdradzie Sonii wszystkie kobiety stały się dla niego tylko pustymi suczkami, które należało poderwać,  przelecieć i spławić. Już nigdy nie będzie tak durny aby się zakochać.
Snujące się leniwie myśli przerwał kolejny stały klient. Blado zielonkawe zombie; trzęsący się jak galareta strzępek  człowieka o wielkich przekrwionych oczach, ściskający w dłoni z trudem uzbirane pieniądze. Zmusił się do przyjaznego uśmiechu  i sprzedał kolejny foliowy woreczek, niezbędnik tej imprezy – dla tego chłopaka prawdopodobnie gwóźdź do trumny.
 Zostawił uszczęśliwione ludzkie truchło i ruszył na parkiet. Po drodze zaczepiła go dziewczyna, z którą niedawno się  zabawiał. Trochę się pocałowali i ją spławił. Czuł się już trochę zmęczony. Im szybciej zejdzie cały towar tym prędzej wróci  do domu. Wyrósł już z całonocnego imprezowania. Coraz częściej jednostajny, mechaniczny łomot wywoływał ból głowy i  podenerwowanie.

Ktoś odpalił ultrafiolet i stroboskop. Poruszający się rytmicznie ludzie sprawiali wrażenie nakręcanych automatów.
Zastygali w dziwacznych pozach jak na obrazach szalonego artysty.
Ciemność.
Chłopak podrzynający dziewczynie gardło.
Ciemność.
Siergiej wydał ochrypły, pełen niedowierzania okrzyk.
Z gardła wytryskuje krew.
Ciemność.
Poczuł jak serce załomotało arytmicznie niczym jazzowy perkusista.
Dziewczyna wyłupuje chłopakowi oczy.
Ciemność.
Rozbryzgujące się gałki oczne.
Ciemność.
Czuł jak nogi zaczynają się pod nim uginać.
Dwa czarne otwory i szklista posoka spływająca po twarzy.
Ciemność.
Kurwa! Dosypali mi coś. – Olśniło go jedyne racjonalne wyjaśnienie dla rozgrywającej się przed nim masakry.
Większość tańczących wywija nożami, tnąc i dźgając każdego kto się znajdzie w zasięgu ostrza.
Ciemność.
 - Boże jestem naćpany! – Wymamrotał sam do siebie – Mam przejebane.
Miganie stroboskopu znacznie przyspieszyło i miał wrażenie, że wszyscy zaczęli się poruszać w zwolnionym tempie. Wyglądało to  jak makabryczny balet. Mimo ran ludzie nadal tańczyli dźgając się nożami. Połyskliwe, śliskie wnętrzności wypływając z powłok  brzusznych, podskakiwały w rytm szaleńczej muzyki. Przetarł mocno oczy mając nadzieję, że ohydne majaki znikną. Niestety. Tuż  przed nim mokry od potu grubasek skalpował ładną blondyneczkę. Nóż powoli przesuwał się po czole. Drugą ręką oddzierał włosy,  razem ze skórą, od czaszki. Po delikatnej twarzyczce spływały ciemne stróżki krwi. Kątem oka dostrzegł błysk. W ostatniej  chwili odskoczył w tył ratując się od zbliżającego się ostrza. Jezu! Muszę  wyglądać jak idiota – Pomyślał. Postanowił  najszybciej jak się tylko da opuścić lokal nim ktoś się zorientuje że gnębią go halucynacje. Mocne uderzenie w plecy prawie  zbiło go z nóg. Zatoczył się do przodu rozpaczliwie zamachał rękami jak cepami. Minę miał jak baletnica, która uświadomiła  sobie na scenie, że zapomniała o założeniu majtek. Gdy tylko odzyskał równowagę zauważył nóż wystający z boku. Dokoła rany  powoli powiększała się ciemna plama.
Krwawił.
Czuł, że zaczyna wpadać w panikę. Nie był w stanie ocenić co jest rzeczywistością a co majakiem. To wszystko było takie  realistyczne.
Posłuchaj – powiedział do siebie. – Takie rzeczy się zdarzają. Coś ci dosypali a ty sie teraz rzucasz jak wariat. Ludzie  naokoło na pewno gapią się na ciebie Siergieju jak na idiotę. Teraz musisz schować się w najbliższym kiblu i doprowadzić do  stanu używalności.
Instynktownie ruszył w dobrze znanym kierunku. Dopadł drzwi. Gdy tylko znalazł sie w środku wpadł do pierwszej z brzegu  wolnej kabiny i szybko zaryglował drzwi. Panika wracała jak fala po odpływie gotując się do tego by zalać chaosem jego  rozemocjonowany umysł. Nie zdążył przeanalizować tego co się wydarzyło; obraz przed oczyma dziwnie się rozmył i zaczęło się  robić coraz ciemniej i ciemniej i ciemniej…

CDN

Rozpoczynamy nowy cykl – Czytelnia Cafe Mrok. Jako pierwsze ukaże się wam opowiadanie Krzysztofa T. Dąbrowskiego, który ma za sobą publikacje w niezliczonej liczbie magazynów i wydanie książki: „Naśmierciny„. Już w przedsprzedaży znaduje się kolejny zbiór opowiadań : „Anima Vilis„. Więcej szczegółów na oficjalnej stronie autora: KLIK.

Krzysztof T. Dąbrowski - w 1978 roku powitał świat głośnym krzykiem (ponoć dwie położne do dziś
mają problemy ze słuchem). Ów wszechstronny demoralizator i awanturnik
zapragnął zostać muzykiem rockowym – niestety matka natura poskąpiła mu
muzycznych talentów. Zdesperowany rzucił się w objęcia dziesiątej muzy.
Gdy ukończył reżyserię uznał, że chyba woli inną (Matki, chowajcie swoje
córki! Córki, chowajcie swoje matki!).
Postanowił zostać nowym wieszczem narodowym – pod koniec 2006 roku
chwycił za pióro i tak zostało mu do dziś. W 2008 roku popełnił zbiór
opowiadań pt.”Naśmierciny” (czyli małe co nieco dla miłośników groteski
horroru i fantastyki). W lutym 2009 roku opublikował opowiadanie w
słowackim Playboyu i… bez przerwy odgraża się, że to jeszcze nie
koniec!


ŻYWOT PARSZYWY odc. 1
(opowiadanie opublikowane w słowackim Playboyu)
Odkąd sięgał pamięcią Pech był mu wiernym i niechcianym druhem. Za złośliwość losu uważał już sam fakt, że urodził się w tak  popieprzonym kraju jak Rosja – gdzie ludzkie życie nie jest warte funta kłaków. O tak! Matuszka Rassija znana była z  okrucieństwa. Wredny Towarzysz Pech miewał w zwyczaju ujawniać się w najmniej spodziewanych momentach. Gdy już o sobie  przypomniał, na ogół wywracał świat Siergieja do góry nogami. Życie z takim kompanem przypomina chodzenie po zamarzniętym  jeziorze, niby lód jest gruby i czujesz się bezpiecznie, lecz wystarczy chwila nieuwagi – trafiasz na cieńsze miejsce i  trach! Lądujesz w zimnej wodzie. Jeśli miłościwy jest ci litościwy, miast utonąć, kończysz z zapaleniem płuc w szpitalu.

Siergiej Siemionowicz, długo oczekiwany pierworodny, pojawił się na świecie pewnej zimowej nocy, tuż po pierestrojce. Będąc  małym brzdącem praktycznie nie miał rodziców, oboje byli tak zapracowani, że w zasadzie dom był im hotelem. Otoczony  nadopiekuńczymi niańkami i stertą zabawek, jakich tylko dusza zapragnie, spędzał całe dnie na kreowaniu fantastycznych krain, których był oczywiście jedynym i niepodzielnym władcą. Z czasem wszystko się zmieniło – wkroczył w buntowniczy wiek. Gdy zaczął sprawiać problemy, wtedy jaśniepaństwo raczyli łaskawie zauważyć, że mają syna. Trochę się spóźnili…

Nadal ich kochał, ale nie potrafił już znaleźć z nimi wspólnego języka. Początkowo bunt służył do tego, by zwrócono wreszcie  na niego uwagę, potem stał się pejczem, którego używał by wymierzyć im karę, pokutę za błędy wychowawcze.

Jesień; szarobure niebo siąpiło zimnym deszczem. Sterty pożółkłych liści czekały aż pierwszy śnieg pogrzebie je pod sobą.  Rachityczne gałęzie drzew targał lodowaty wiatr. Z upodobaniem wciskał się w każdą możliwą szparę miedzy ubraniami.  Nienawidził tej pory roku – kojarzyła mu się z umieraniem. Nie przypuszczał, że od dziś będzie przypominała tylko i wyłącznie  o pewnej bezsensownej śmierci…

Po fizyce wyłączył komórkę (wciśnie kit, że się rozładowała) i wymknął się ostrożnie ze szkoły. Był umówiony z Olegiem na  wspólne wagarowanie. Oleg miał fajnych starszych – wystarczyło, że nie chciał iść do szkoły i pozwalali mu zostać w domu.  Zaległości? Jakie zaległości? Odrobina gotówki i nie było po nich śladu. Czasami mu zazdrościł; on tradycyjnie dostanie  niezłą burę gdy tylko ktoś poinformuje ojca; z matką jeszcze pół biedy, zawsze jakoś się można było dogadać.
Czego się jednak nie robi dla dobrej zabawy? U Olega miały być dwie fajne panny, łatwe laseczki, które po paru kieliszkach  lubią się pobzykać. Dla takiej rozrywki gotów był znieść ostrą ojcowską połajankę, nawet trzygodzinny monolog o tym, że  skończy jako cieć zamiatający ulice. Bo jeśli nie znormalnieje i nie zacznie się uczyć jak wszyscy normalni (normalni?  hahaha) chłopcy w jego wieku, tylko taka przyszłość go czeka.



 - Sie ma stary oceanie – wesoło wykrzyknął Oleg otwierając drzwi na ościerz – wskakuj!
 - Hejka brachu! – odparł Siergiej i wskoczył.
 - Rozmiękczyłem je trochę winkiem – mrugnął porozumiewawczo okiem.

Siergiej wyszedł od Olega późnym wieczorem, maszerował do domu cały w skowronkach; tego dnia nawet okrutnik wiatr nie mógł  popsuć mu humoru. Upojony alkoholem i przyjemnymi wspomnieniami nie odczuwał zimna. Uwielbiał takie powroty do domu.

 Wewnątrz mieszkania panowały egipskie ciemności. Dziwne – pomyślał – matka jak to matka pewnie przesiaduje u jakiejś  znajomej. Ale ojciec? Zawsze o tej porze był w domu. Usłyszał cichutkie zgrzytniecie. Nie przejął się tym zbytnio  przyzwyczajony do różnych odgłosów – było to naturalne w każdym domu. Śmiał się na wspomnienie tego jaki lęk w nim  wywoływały, gdy był małym szkrabem. Myślał, że po domu chodzą okrutne potwory gotowe pożreć go, gdy tylko wyjdzie ze swojego  pokoju. Kiedyś nawet zlał się ze strachu do łóżka – coś stuknęło w ciemnościach, w rogu pokoju i po chwili leżał w mokrej  pościeli.
Intuicja podpowiadała, że tym razem coś jest jednak nie tak. Tylko co? Zdjął w pośpiechu buty i zapalił światło. Oczy  przodków spoglądały nań surowo z pożółkłych obrazów. Wbiegł po skrzypiących stopniach na piętro i Skierował się wprost do  łazienki – wiedział, że trzeba wykorzystać te chwile samotności by doprowadzić się do porządku po imprezce. Niedbale  wyszorował zęby, aby zabić zapach fajek i gorzałki, dla lepszego efektu przepłukał usta płynem antybakteryjnym. Długo mydlił  dłonie; starzy strasznie się o to palenie czepiali.
Usłyszał kolejne, tym razem wyraźniejsze, zgrzytnięcie. Postanowił sprawdzić skąd dobiega ów dźwięk – zaczynał już działać mu  na nerwy; za każdym razem miał wrażenie, że któreś z rodziców właśnie wróciło do domu. Wyszedł i zaczął nasłuchiwać. Cisza,  przez parę sekund, nieznośnie się dłużyła. Kolejne zgrzytnięcie – to z biura ojca – pewnie zapomniał zamknąć okno.  Pomieszczenie, w którym ojciec zwykł najczęściej rezydować, przypominało małą bibliotekę – po bokach stały ogromne regały  wypełnione księgozbiorem, między nimi okazałe mahoniowe biurko. Gdy wkroczył do środka ujrzał obraz, który będzie  się mu latami pojawiać w koszmarach sennych: przewrócone krzesło i wisielec… TATA! Wpatrujące się z niemym wyrzutem, nabiegłe  krwią oczy, wystający z ust siny język i zwisająca, zastygła stróżka śliny. obraz pociemniał jak gasnący w ciemnym  pomieszczeniu telewizor. Zemdlał.

Przebudził się w szpitalu z obandażowaną głową; założono dziewięć szwów. Początkowo niewiele pamiętał i nie do końca wiedział  dlaczego się tu znalazł, lecz z minuty na minutę pamięć w okrutny sposób przywoływała skrawki wydarzeń sprzed paru godzin,  wyświetlając je niczym makabryczne slajdy.

Wypisany został jeszcze tego samego dnia. Dwa dni później pogrzeb ojca. Do tej pory oboje z matką jakoś się trzymali. Za dnia mieli  mnóstwo formalności do załatwienia, lecz w nocy dali upust długo powstrzymywanym emocjom. Leżąc nocą w łóżku słyszał szloch dobiegający zza ściany, czuł się taki bezsilny, przepełniało go poczucie winy. Gdyby tamtego dnia wrócił  normalnie do domu…
To właśnie wtedy pierwszy raz w swe czułe objęcia wzięła go siostrzyczka Depresja. Niepozorny, zbuntowany nastolatek w ciągu  jednej nocy przemienił się w odpowiedzialnego, przygniecionego ciężarem życia, mężczyznę. Cierpienie matki sprawiło, iż z  dnia na dzień stał się wzorowym uczniem, jednym z tych grzecznych kujonków, którymi tak zawsze pogardzał. Wszystko to po to  by nie przysparzać matce dodatkowych zmartwień. Prosto ze szkoły gnał do domu i wyręczał ją w czym się tylko dało. Niewiele  go obchodziło, że dawni kumple odwrócili się od niego po tej metamorfozie, że się śmieją. Miał gdzieś durne zaczepki, jedynie  Oleg go wspierał.
 Najważniejsze było by matka odzyskała chęć do życia. Niestety było z nią coraz gorzej. Twarz, kiedyś pełna życia, teraz była  blada. Podkrążone i opuchnięte oczy straciły cały blask. Spojrzenie nieobecne – nie było nawet śladu po błyskających dawniej  wesołych iskierkach. Skryta, przygarbiona, milcząca, a przecież kiedyś była duszą towarzystwa. Nieukojony smutek odcisnął się  na jej zdrowiu ponurym piętnem. Nie upłynął nawet rok od śmierci ojca jak wykryto u niej raka, niestety w fazie terminalnej,  kilka miesięcy później umierała w okropnych męczarniach. Nie mógł nic zrobić; znowu tak cholernie bezsilny, przepełniony  poczuciem winy.


Nie był na to przygotowany. Przez ostatnie miesiące caly czas się okłamywał, cały czas miał nadzieję, nawet przez chwilę nie  dopuszczał do świadomości okrutnej prawdy. Teraz musiał wziąć sprawy w swoje ręce i zdecydować co dalej, z czego będzie żył.  Z ciężkim sercem sprzedał dom rodzinny. Nie miał żadnego wyboru.


Pieniędzy wystarczyło raptem na dwa lata. Na początku wydawało mu się, że jest bogaczem. Miał wrażenie, że te pieniądze  starczą na bardzo, BARDZO DŁUGO. Wynajął malutką kawalerkę. Pieniądze praktycznie przeciekały mu między palcami, na imprezki,  na panienki, na alkohol, wystawne obiadki w renomowanej restauracji. Głównie na trunki z procentami, którymi bezskutecznie  próbował zagłuszyć rozpacz po utracie rodziców.
Ani się obejrzał a na koncie były już tylko marne resztki. Przez prawie trzy dni nie wychodził z domu, przepełniony  bezbrzeżnym lękiem i poczuciem beznadziei. Godzinami leżał na łóżku gapiąc się w pożółkłą wytartą tapetę jakby w niej  znajdowało się rozwiązanie wszystkich jego problemów. Trzeciego dnia, w czwartek, w jego ogarniętym mrokiem umyśle pojawiło  się nikłe światełko nadziei na lepszą przyszłość. Aż się zdziwił że wcześniej na to nie wpadł.

Dilerka okazała się całkiem intratnym zajęciem. Szybko wkręcił się w odpowiednie środowisko. Dzięki sprytowi, obrotności i  instynktowi radził sobie całkiem przyzwoicie w tym interesie – zupełnie jakby los chciał mu wynagrodzić dotychczasowe  cierpienia. Skutkiem ubocznym nowego zajęcia były wyrzuty sumienia. Wielu znajomych wpakował w ten syf, ale przecież gdyby  nie on to kto inny by im to sprzedał. Gdy pojawiały się przykre myśli, przypominające swą natrętnością rój wygłodniałych  much, zbijał je kontrargumentem, że przecież los postawił go pod ścianą. Na znalezienie uczciwej roboty, przy obecnym  bezrobociu nie było na to nawet najmniejszej szansy. Z czasem coś w nim umarło i przestało przypominać mu o tym co jest dobre  a co złe. Przyzwyczaił się i zobojętniał.

Jego „terenem” było „Piekiełko”, znana moskiewska dyskoteka. To właśnie w niej poznał Sonię – delikatną, wrażliwą  blondyneczkę z rozbitej rodziny. Była inna niż spotykane każdego dnia laski. Sprawiała wrażenie małej zagubionej dziewczynki,  którą musiał się zaopiekować. Skromna, inteligentna – prawdziwy skarb na tle wyzywająco ubranych, wiecznie podpitych,  wulgarnych córeczek bogatych tatusiów, które się do niego przystawiały.

Jednak w głębi duszy zrodziło się w nim przeczucie, że to wszystko było zbyt cudowne, by mogło być prawdziwe.
Oboje byli po przejściach; szybko znaleźli wspólny język i stali się nierozłączną parą. Sonia wiedziała czym się zajmuje -  nie potępiała tego, wiedząc jakie są realia. Miała tylko nadzieję, że jeśli tylko nadarzy się okazja to Siergiej z tym  skończy.
Życie znowu nabrało jasnych kolorów, znowu miał po co żyć. Odnalazł się ten zagubiony sens trwania na tym świecie. Idylla  trwała zaledwie kilka miesięcy. Zaślepiony bezbrzeznym szczęściem i poczuciem spełnienia, nie zauważył powoli pojawiających  się pęknięć. Gdy tak trwał w niezachwianym przekonaniu, że los mu sprzyja, że nic złego już się nie wydarzy; przypomniał się  stary znajomy… Pech.


Żywot parszywy; okazało się, że jego jedyna, ukochana, najcudowniejsza kruszynka jest pieprzoną kurwą, suką, zdzirą, która  daje się posuwać jego najlepszemu przyjacielowi, Olegowi. Kutas nie przyjaciel! Miał ochotę ich pozabijać. Skończyło się na  połamanym nosie Olega i splunięciu dziwce w twarz.

Chlał na umór przez kilka dni zamieniając kawalerkę w ruinę. Budził się i zasypiał, oblepiony brunatnym kleistym potem,  dryfując po morzu czterdziestoparo procentowego alkoholu. Skóra zeskorupiała od niezliczonych spazmatycznych wyrzygnięć, w  ustach ohydny kapciowaty posmak i to palenie w żołądku. Gdy wyszedł z rozpaczliwego ciągu w mieszkaniu cuchnęło gorzej niż w  gorzelni. Po podłodze walały się puste butelki, pety – to cud, że pożaru nie było – i gdzieniegdzie zaschnięte, nie do końca  przetrawione rzygowiny; niechciana pamiątka z żołądka: zupki chińskie, kawałki ogórka, niezidentyfikowane mięsiwo, resztki  ryb, cuchnąca breja. W pijanym widzie zdemolował wszystko co się tylko dało połamać lub potłuc; prywatna apokalipsa. Zdychał  z wyczerpania leżąc na dywanie męczony najkoszmarniejszym kacem ze wszystkich dotąd przeżytych. Jego organizm składał się w  siedemdziesięciu procentach ze spirytusu; pocił się spirytusem, szczał spirytusem, nawet we łzach były procenty. Czuł się  wyprany z uczuć i chęci do życia. To wtedy postanowił po raz pierwszy przydragować. Może lepiej byłoby im tam gardła  popodrzynać, jak prosiakom, a potem palnąć sobie w łeb?  

CDN

Niestety, ale to już pewne, że Wes Craven wyreżyseruje kolejny Krzyk. Premiera w przyszym roku.

*

Na HorrorOnline zawitała świetna aktualizacja związana z Laleczką Chucky. Najbardziej interesujący jest ten: KLIK artykuł Krzysztofa Gonerskiego. Może niedługo też skrobnę recenzję tej kultowej pozycji.

*

Bardzo wszystkim się spodobała kampania reklamowa nowego Koszmaru z Ulicy Wiązów. Na stacji MTV pojawiają się krótkie sekwencje przerywające program. Oto jedna z nich:


*

Lada dzień do kin wejdzie Wyspa Tajemnic Martina Scorsese. Ostrzę sobie zęby na tę produkcję już od jakiegoś czasu.

*

Niedługo pojawi się nowa powieść duetu Cichowlas & Kyrcz pt. „Koszmar na miarę„. Co jak co, ale okładka jest genialna.

Film opowiada o grupie londyńskich gangsterów, która odkupuje od pewnych biznesmenów klub Inferno. Przedsiębiorcy okazują się być grupą krwiożerczych wampirów i chcą odzyskać mienie.
Też macie wrażenie, że to nie jest streszczenie fabuły, tylko jej treść?

Reżyseria Steven Lawson, aktorzy (m.in., oczywiście): Jason Flemyng i Dexter Fletcher.

Tym razem oficjalnie.


Gatunek:
Horror
Reżyseria: Marek Piestrak
Scenariusz: Jerzy Gierałtowski;
Obsada: Iwona Bielska, Krzysztof Jasiński.
Rok produkcji: 1983
Produkcja: Polska

Niedawna premiera nowego polskiego filmu zahaczającego gatunkiem o horror może być dobrym pretekstem do wspomnienia kina grozy rodzimej produkcji. Nie ma ono zbyt bogatej historii, a prawie żaden z obrazów nie okazał się na tyle dobry by zająć stałe miejsce w pamięci widzów. Przyjrzyjmy się jednemu z pierwszych polskich horrorów, spod ręki Marka Piestraka.

Kacper Wosiński przybywa do swej posiadłości, by pogrzebać konającą żonę. Przez okres małżeństwa nie pałali do siebie życzliwością, ze względów poróżnień religijnych. Kacper, wzór gorliwego katolika, natomiast Maryna posądzana jest o czarną magię. Kobieta zarzuca mężowi, że kiedyś ją odtrącił, unikał przebywania w domu, nazwał „suką”. Przed śmiercią wypowiada bardzo tajemnicze słowa klątwy. Brat bohatera, Mateusz, decyduje się przebić jej serce osinowym kołkiem. Jednak panowie o czymś zapomnieli i wilczyca powróci…

Marek Piestrak odbył w Hollywood praktykę przy filmie Romana PolańskiegoDziecko Rosemary”. To dobrze, bo widać w „Wilczycy” sprawnie utrzymane napięcie. Szkoda tylko, że ujęcia są dosyć drętwe, a montaż bardzo szwankuje. Muzyka Jerzego Matuli jest oszczędna, ale jak już się pojawia to w odpowiednim momencie i właściwym tonie.

Historia Konrada opowiedziana jest zresztą bardzo ciekawie. Interesujący może wydać się fakt, że scenariusz to dzieło debiutanta – Jerzego Gierałtowskiego. Później jego skrypty były przenoszone na taśmę jedynie dwa razy. Fabuła jest stosunkowo prosta, ale bogata w pełnokrwiste postaci i intrygujące wątki poboczne. Klimat „Wilczycy” zapewne straciłby na wartości, gdyby nie znakomita postawa aktorów. Szczególne wyróżnienie należy się Iwonie Bielskiej. Jej podwójna rola wypadła bardzo przekonująco. Ten przeraźliwy śmiech naprawdę może śnić się po nocach. Na drugim planie świetnie radzili sobie Leon Niemczyk i Henryk Machalica.

Można powiedzieć, że film Piestraka to czkawka po „Dziecku Rosemary”. Dziełu Polańskiego nie dorasta do pięt, ale to naprawdę solidne kino grozy. Otoczeni takimi gniotami, jak „Legenda”, czy „Pora mroku”, pozostaje nam się cieszyć z takich produkcji. A film na pewno ucieszy widzów gustujących w romantycznej atmosferze XIX wieku.

Film Roberta Rodrigueza zapowiada się znakomicie. Klimatem ma nawiązywać, do pierwszego Predatora (heh, bo przecież nie do El Mariaci). Gwiazdorska obsada i niezły budżet zapowiadają ciekawe widowisko. W rolach głównych: Adrien Brody, Laurence Fishburne, Topher Grace.

Hi!

*

Graham Masterton opowiedział co nieco o swoim nowym horrorze z cyklu Wojownicy Nocy. Będzie tam (za autorem):
Zebenjo the Arrow Storm, który potrafi wystrzelić setki strzał szybciej niż karabin maszynowy. Będzie An-Gryferai the Avenging Claw, który potrafi wykryć zagrożenie z odległości 10 mil i ma mechaniczne pazury, mogące pochwycić wroga i wznieść go wysoko w powietrze, a potem… upuścić!

*

Już jutro premiera powieści Pod kopułą Stephena Kinga.

Pewnego pogodnego, jesiennego dnia małe amerykańskie miasteczko
Chester’s Mill zostaje nagle i niewytłumaczalnie odcięte od świata.
Otacza je niewidoczne pole siłowe, które mieszkańcy zaczynają nazywać
kopułą. Sytuacja szybko się pogarsza. Pole wpływa niekorzystnie na
środowisko, a ludzi powoli ogarnia panika…

Dale Barbara, weteran wojny w
Iraku zarabiający na życie jako wędrowny kucharz, jest zmuszony do
pozostania w Chester’s Mill. Wspierany przez wojsko, które znajduje się
na zewnątrz kopuły, wraz z garstką ochotników próbuje uspokoić nastroje
społeczne. Na drodze staje im Duży Jim Rennie, ambitny lokalny polityk,
który za wszelką cenę chce wykorzystać sytuację dla własnych celów.
Wraz z synem ukrywają wiele koszmarnych tajemnic, które nie mogą ujrzeć
światła dziennego.

Czas ucieka, a największym wrogiem mieszkańców jest sama kopuła. Czy dowiedzą się, jak powstała, zanim będzie za późno?

Czas goni. A właściwie czasu już brak…

*

Alekino! straszy od jakiegoś czasu Godzillą. Jak ktoś chce to można sie zabawić…

*

Bill Murray zdradził ostatnio w programie Davida Lettermana kilka szczegółów o Ghostbusters III. Przede wszystkim wyraził sceptyzm, co do tego, że produkcja w ogóle powstanie. Zapowiedział, że powróci w niej jako duch.


Reżyseria i scenariusz: Caroline Du Potet , Eric Du Potet. Jedną z głównych ról zagra Anne Parillaud, która w horrorze ma doświadczenie, grała w Krwawej Marii z 1992 roku.

Christina Ricci zastanawia się co będzie po śmierci.
Film opowiada historię młodej dziewczyny, która po wypadku budzi się
w kostnicy. Dyrektor kostnicy nie ustaje w zapewnieniach, że Anna
znajduje się w stanie pomiędzy życiem a śmiercią.


  • RSS