cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2010

Wiadomością dnia będzie z pewnością odzew twórców Lśnienia. A Ci dziękują za wyrozumiałość cierpliwym i obiecują numer trzeci już w maju. Okładka obok. Natomiast numer czwarty będzie związany z: ” kobietą w grozie…„.

*

Gratka dla fanów horrorowych gier! Na 4 maja City Interactive zapowiedziało premierę Piły! Zapowiadana cena detaliczna to 49,99zł.

*

Na stronie Carpe Noctem jest wywiad z bardzo ciekawym polskim twórcą grozy Dawidem Kainem. KLIK

*

Paramount Pictures zapowiedziało rozpoczęcie prac nad nową odsłoną Ringu. Oczywiście w 3D. Nad scenariuszem zasiądzie David Loucka.

*

A oto kilka informacji o nowym Krzyku: będzie miał kategorię R, głownymi bohaterami będą aktorzy z poprzednich odsłon, zostanie nakręcony w stanie Michigan. I wczesny plakat z drętwym hasłem reklamowym: 

Długo oczekiwany zwiastun filmu Alexandre Aja, twórcy świetnego Bladego Strachu. Na inteligentne kino się nie zapowiada. Aja znany jest z tego, że dobrze umie rozłożyć napięcie. Miejmy nadzieję, że chociaż to wypali. Pozostaje tylko westchnąć. Przynajmniej będzie z kim pójść do kina.


Gatunek:
Horror
Reżyseria: Ji-woon Kim
Scenariusz: Ji-woon Kim ;
Obsada: Su-jeong Lim , Jung-ah Yum , Kap-su Kim .
Rok produkcji: 2003
Produkcja: Koreo Południowa


Azjatyckie kino grozy już paru lat przeżywa swój renesans. Z potoku totalnych gniotów często można wyłapać produkcje bardzo dobre. Spowodowane jest to zapewne bardzo bogatą kulturą tamtych terenów. Mnogość mrocznych legend i epickich baśni sprawia, że nie sposób ich pominąć podczas szukania pomysłów na fabułę.

A ta, w omawianej produkcji, oparta została na motywach starej koreańskiej legendy. Dwie siostry wracają do domu po leczeniu w zakładzie psychiatrycznym. Przyczyną kuracji była samobójcza śmierć ich matki. Dom nie jest jednak taki sam, jak przedtem. Źródłem problemów staje się macocha, która nie wierzy w skuteczność terapii. Ojciec dziewczyn jest całkowicie podporządkowany swojej partnerce. Wkrótce, w domu zaczynają dziać się niesamowite rzeczy.

Widać, że twórcy od początku założyli sobie stworzenie filmu nietuzinkowego. Kompozycja scen jest bardzo dobrze przemyślana. Zaskakuje wymowa klarownych obrazów. Ujęcia są zasadniczo proste, a przez to, w połączeniu ze znakomitą muzyką, tak przejmujące. Azjaci osiągnęli mistrzostwo w tworzeniu chłodnego klimatu. Nie inaczej jest w Opowieści o dwóch siostrach. Lakoniczne wypowiedzi, oziębłe relacje rodzinne i mroczne ujęcia składają się na tę przejmującą atmosferę.

Akcja rozwija się powoli, co też jest typowe dla azjatyckich produkcji. Sporadyczne sceny grozy poprzedzane są długimi, pozornie nic nie znaczącymi, wątkami. Potem, niczym na rollercoasterze, doznajemy natłoku wrażeń. Pamiętajmy, że trzeba być bardzo ostrożnym, aby wywołać taki efekt. Ji-woon Kimowi udało się to w stu procentach.

Szczególnie interesująca jest w filmie postać macochy. Nazywa wszystkich szaleńcami, choć sama pozbawiona jest zdrowego rozsądku. Zdołała podporządkować sobie ojca sióstr, mimo tego, że wydawał się być racjonalnie myślącym człowiekiem. Jeżeli jeszcze nie oglądaliście Opowieści…, a macie zamiar to zrobić, to przyjrzyjcie się jej uważnie.

Świat chorej psychicznie osoby został przedstawiony nad wyraz sugestywnie. Niemałą zasługę miał tu popis gry aktorskiej, szczególnie: Jung-ah Yum  i Su-jeong Lim. W połączeniu ze znakomitą muzyką, Koreańczykom udało się wykreować baśniowy i  naprawdę przerażający świat.

Wydawnictwo: Wyd Literackie
ISBN:
978-83-08-03972-4
Liczba stron: 492

Tyle tych Łukaszów na polskiej scenie grozy, że łatwo o pomyłkę. W istocie, tak właśnie trafiłem na recenzowaną poniżej pozycję. W bibliotece poprosiłem o egzemplarz „Demonów” Łukasza Śmigla, lecz był wypożyczony. Zwróciłem się wówczas z zapytaniem o jakieś inne książki autora. Pani przyniosła mi wolumin w burej, niezbyt przyjemnej dla oka, okładce. Po chwili zadumania powiedziała: „A nie, to Orbitowski!”. „Może być…” stwierdziłem.

Książka Łukasza Orbitowskiego, to tak naprawdę tasiemiec złożony z trzech minipowieści. Pierwsza z nich opowiada o szkolnych perypetiach Kuby, klasowej łamagi prześladowanej przez kolegów – co ostatnio staje się modnym motywem. W pewnym momencie dochodzi do pojednania bohatera z jednym z jego prześladowców, Konradem. Wpływ na ten fakt miało pewne bardzo dziwne zjawisko, którego doświadczyła tylko ta dwójka. Kolejne części to dalsze przygody przyjaciół. Druga opowiada o tajemniczej sekcie i sile dziennikarskiego pióra. Ostatnia opisuje tajemniczą miejscowość – Kalbornię. Wszystko zatapia się w mistycznej krainie jezior.

Można powiedzieć, i to nie tylko moja opinia, że po tej pierwszej minipowieści książka powinna się zakończyć. Wyraźnie widać, że podczas pisania właśnie tej części autor wykazywał się największym zapałem. Historia dwójki chłopców, przeżywających okres przemiany własnej jak i w kulturze polskiej, został ukazany bardzo barwnie i realistycznie. Jednak, nawet sam autor przytacza słowa Wojciecha Smarzowskiego: „Napisać książkę o dzieciństwie jest najłatwiej, bo każdy miał dzieciństwo”.

Z opisu wydawcy możemy wyczytać, że Łukasz Orbitowski napisał „frapującą książkę o chłopięcej i męskiej przyjaźni”. Niestety ta przyjaźń została sprowadzona do picia alkoholu i gadania o pseudo ważnych sprawach. Wiem, wiem, być może to całkiem rzeczywiste, ale nie nadaje się do opisywania. W pewnym momencie po prostu nudzi. I choć Kuba i Konrad przeżywają ciekawe przygody, to całą resztę z niespełna pięciuset stron zajmują (niepotrzebne moim zdaniem) opisy libacji.

A co z grozą? Na tym polu autor broni się całkowicie. Atmosfera grozy Kinga łączy się z masakrą Barkera w bardzo przystępny sposób. Jest to pełnokrwisty i, zarazem, klimatyczny horror. To za sprawą atmosfery ponurości i przytłoczenia. W ogóle, „Tracę ciepło” mógłbym porównać do „Galilee” – pozycji popełnionej przez Barkera. Tu też splatają się pozornie odrębne historie.

Jest w tej powieści coś intrygującego, co przykuwa uwagę. Od strony warsztatowej sprawnie opowiedziana historia, choć jej potencjał niestety nie wykorzystany. Zwykle książki które trafiają w moje ręce przez przypadek zaskakują mnie pozytywnie. W tym wypadku mogę tylko powtórzyć: „może być…”.

Tragedia

Brak komentarzy
Ciężko przejść obojętnie, bo to prawdziwa tragedia. Najszczersze kondolencje dla bliskich i krewnych ofiar, ale także dla wszystkich rodaków.

Na początek remake Samuela Bayera:

*

Christina Ricci w filmie After Life.

*

Szykuje się remake klasycznego już filmu Toksyczny Mściciel. Obraz ten wyszedł spod rąk członków wytwórni Troma, specjalizującej się w kinie klasy B ( może C?). Nad produkcją będzie czuwał Akiva Goldsman, scenarzysta Pięknego umysłu, Aniołów i Demonów, Kodu da Vinci.

*

Robert Cihowlas i Kazimierz Kyrcz Jr udzieli wywiadu portalowi Książka Online. Niedługo ukaże się ich nowe dziełko: Koszmar na miarę. KLIK i KLIK

Splice wyreżyserował Vincenzo Natali, twórca Cube. W rolach głównych Adrien Brody i Sarah Polley. Nie wiem, jak Wam, ale mi się podoba.



Resident Evil: Afterlife to oczywiście horror, oczywiście z piękną jak zwykle Millą Jovovich. Reżyserią zajmie się  Paul WS Anderson – twórca części pierwszej oraz Obcy kontra Predator i Deth Race. A według mnie to niepotrzebny tasiemiec.

ŻYWOT PARSZYWY odc. 3


(opowiadanie opublikowane w słowackim Playboyu)


Obudzony przez pulsujący tępy ból głowy, otworzył oczy. Otaczała go ciemność. Uwięziono mnie – jedyne logiczne wytłumaczenie  jakie przyszło mu do głowy. Tylko kto, gdzie i dlaczego? Pamiętał rzeź w piekiełku, nóż tkwiący w boku, ale co było dalej?  Pomacał dłonią, nie było żadnej rany. Nic mu się nie stało. Wstał ostrożnie by nie narobić hałasu. Dziwne – nikt go niczym  nie skrępował. I po co była ta cała szopka z narkotykiem? – był już w stu procentach przekonany, że coś miał w drinku, że  ktoś się za coś mści. Dlaczego? Może stracił kogoś przez prochy? Może komuś podpadł? Tylko czym? Może kolesie z konkurencji  chcą przejąć teren? Uświadamiał sobie, że jest bardziej niż prawdopodobne iż czeka go jeszcze trochę nieprzyjemnych doznań.  Ktoś zamierzał się nad nim trochę po pastwić bo w innym wypadku po prostu zarobiłby kosę między żebra; w roztańczonym tłumie  nikt by nie widział sprawcy. Nie miał wątpliwości – żywy z tego nie wyjdzie. Co za parszywy żywot! Musi się stąd jakoś  wydostać. Tylko jak? Otaczały go egipskie ciemności – pewnie zamknęli go w jakimś obskurnym małym pomieszczeniu, gdzieś na  zadupiu. Ostrożnie, aby niczego nie przewrócić, wyciągnął ręce i ruszył powolutku do przodu. Po zaledwie kilku krokach  opuszkami wyczuł gładką powierzchnię. Pomacał dokładniej. Szkło. U stóp pojawiło się jaskrawe światło. Było coraz wyżej.  Wstrzymał oddech. Serce łomotało jak oszalałe. Po drugiej stronie szyby unosiła się zasłona. Jasność była oślepiająca.  Zmrużył oczy. Po drugiej stronie szyby… Oleg pieprzył się z Sonią. Tego było już za wiele. Krzyk uwiązł w gardle, zaczął  walić pięściami w szybę.
Popieprzyło mi się pod kopułą. Odbiło mi! – nie mógł uwierzyć, że to co widzi dzieje się naprawdę.
W mgnieniu oka zasłona opadła ponownie skrywając Siergieja w ciemnościach.
Albo umarłem – błysnęło mu w głowie – albo jestem nafaszerowany jakimś gównem. Może ktoś chce by wydawało mu się, że  zwariował?
- Czego chcecie? – krzyknął łamiącym się głosem.
- Albo umarłeś – delikatny, kobiecy głos powtórzył jego myśli – albo masz jazdę, albo ci odbiło
- Mam dość! Wypuśćcie! Mam już dość!
Cisza.
Usłyszany przed chwilą głos wydawał się znajomy. Usiłował sobie przypomnieć do kogo może należeć. Niestety szufladka z tym  wspomnieniem została zamknięta a klucz gdzieś się zawieruszył. Zgrzyt… Boże niech to będzie tylko sen. Niech to się już  skończy. Powoli wdech i jeszcze wolniej wydech aż powietrze opuści płuca i jeszcze raz wdech – próbował uspokoić skołatane  nerwy jedynym znanym sobie sposobem. Zdawał sobie sprawę, że jego umysł jest w stanie skrajnego wyczerpania, o krok od  obłędu. Pomogło, w niewielkim stopniu, ale jednak. Znowu mógł jakby jaśniej myśleć. Zgrzyt… Odegnał pierwotny lęk  paraliżujący zmysły. Ruszył po omacku przed siebie. Nie ważne co się stanie. Niech się dzieje co chce – nie zamierzał tu gnić  i trząść portkami. Oczy zaczęły rejestrować niewyraźne zarysy. Przystanął. Zgrzyt… Dostrzegał coraz więcej detali; coś  jakby siedzenia. Rozjaśniało się, obraz stawał się coraz wyraźniejszy. Znajdował się w zdewastowanej starej sali kinowej.  Gdyby zrobił jeszcze jeden krok do przodu wyrżnąłby kolanem w pierwszy rząd. zgrzyt…  Ciarki przebiegły po plecach. Ten  dźwięk… czy to tylko kolejne złudzenie czy… Zgrzyt… Tym razem usłyszał bardzo wyraźnie. Ten straszny odgłos. Pobiegł w  kierunku, z którego dochodziły zgrzytnięcia. Zgrzyt… Pchnął drzwi. Biuro ojca. Wisielec uniósł lekko głowę, zwisająca z ust  stróżka śliny zaczęła się lekko bujać. Posłał Siergiejowi pełne wyrzutu spojrzenie. Zgrzyt…
- Nie jesteś prawdziwy! – mówił bardziej do siebie, pragnąc utrzymać w ryzach skołatany umysł. Z całej siły zacisnął powieki  i przez chwilę był w innym świecie, gdzie istniał tylko łomot jego serca – To nie jest prawda. Stał długo kiwając się jakby  miał chorobę sierocą i powtarzał te cztery słowa niczym mantrę. Z tego stanu wyrwał go płacz dziecka. Ostrożnie odsłonił oczy  i stwierdził, że chyba go już nic w życiu nie zdziwi. Znajdował się w ogromnej pieczarze, w której mimo iż nie było żadnego  źródła światła panował lekki półmrok. Wszystko pokrywała warstewka kleistego, połyskującego śluzu, który zdawał się żyć swoim  życiem. Nozdrza podrażniał ostry słodkawo-kwaśny odór. Spojrzał w kierunku, z którego dochodziło kwilenie. Zobaczył szeroki  korytarz i mnóstwo kopiastych bulw wyrastających z otulonego mlecznobiałą mgłą podłoża. Skrajnie wyprany z emocji,  niezważając na ewentualne niebezpieczeństwo, ruszył zdecydowanym krokiem w ich kierunku. Leżały w nich niemowlęta. większość  spała, kilka rozglądało się niespokojnie, któreś darło się w niebogłosy. Gdy odruchowo zerknął w tamtym kierunku serce niemal  zamarło mu w piersi; obrzydliwa zielonkawa macka unosiła malca za nóżkę. Po chwili ujrzał resztę paskudztwa – bo nie sposób  było określić inaczej to co coś – olbrzymi bezkształtny twór z niezliczoną ilością wężowatych kończyn. Wzdrygnął się gdy do  jego uszu dobiegło mokre plaśnięcie. Macki zawirowały i zaczęły z ogromną siła uderzać niemowlętami o skały jaskini.  Kakofonia płaczu, wrzasków i miękkich pacnięć przez moment niemal go ogłuszyła. Czuł jak żołądek zamienia się w ołowianą  kulę. Zwymiotował. Istota zbliżała się wymachując zmasakrowanymi szczątkami maleńkich bezbronnych ciałek. Przez ułamek  sekundy ujrzał narośl pomiędzy dwiema mackami. Zrobiło mu się słabo – była to jego głowa. Obrzydlistwo używając jego własnej  twarzy patrzyło na niego jak dzieciak na mrówkę, którą w ramach dobrej zabawy zgniecie zaraz patykiem. Czuł jak nogi  zaczynają odmawiać posłuszeństwa. Upadł na kolana trzymając się za głowę. Spodnie w kroczu robiły się mokre od gorących  potoków uryny. Jedna z macek rzuciła zwłokami w jego kierunku. Upadły tak, że widział małą niewinną twarzyczkę wykrzywioną w  grymasie przerażenia. Sam nie wiedział jak to się stało lecz nagle zdał sobie sprawę, że główka niemowlaka zmieniła się w  głowę jednego z jego dawno nie widzianych, klientów z „Piekiełka”. Zemdlał.

Zbudziło go przenikliwe zimno, najbardziej dotkliwie dające się we znaki w okolicach krocza. Wszystko potwornie bolało jakby  mu ktoś kości pogruchotał. Uniósł trochę zaropiałe powieki. To był tylko sen… Poczucie relaksującej ulgi rozlało się  przyjemnie po całym ciele. To tylko koszmar ćpuna na zejściu. Czuł, że dłużej tego nie zniesie. Skundlił się przez głupią  dziwkę. Zniszczyła go swoją zdradą. Przez nią stoczył się na dno. Ilekroć przytomniał zaczynał żałować, że ich wtedy nie  zatłukł na śmierć. Głupia suka i pożal się Boże pierdolony przyjaciel. Czasami żałował, że los ich postawił na jego drodze.
A może to jego druh Pech maczał w tym swoje paluszki? Jak mógł się tak stoczyć? Przyszło mu teraz wegetować pod mostem i  walić w żyłę, a raczej wielką ropiejącą ranę, gdy tylko udało się skołować kompot. Telepało nim; solidnie przemarzł. Próbował  się podnieść lecz ręce i nogi odmawiały posłuszeństwa. Skulił się. Postanowił poleżeć, nabrać trochę sił, mimo że bał się  kolejnych koszmarów gdyby przyszło mu ponownie usnąć. wpatrywał się w dogasające palenisko. Przecież nie może tak dłużej żyć.  Całe te cierpienia z przeszłości były teraz tak odległe i nieistotne. Liczyło się tylko to by przetrwać. Bardzo chciał znowu  normalnie żyć. Skromnie egzystować, może zaryzykować i znowu komuś zaufać, mieć kiedyś rodzinę. W chwilach przytomności wiele  razy rozmyślał o sensie życia. Wielokrotnie próbował znaleźć logiczny wspólny mianownik dla tego wszystkiego co go do tej  pory spotkało, jakoś sobie to wszystko wytłumaczyć i poukładać. Może jest w tym jakiś głęboko ukryty sens? Może życie to  bolesna lekcja, którą trzeba odrobić? Więcej pojawiało się pytań niż odpowiedzi ale jedno wiedział na pewno – nie chce  umierać, chce wydobyć się z tego bagna i zobaczyć co jeszcze los trzyma dlań w zanadrzu. Postanowił, to dziś będzie ten  dzień. Jak tylko nabierze trochę sił… detoks. Musi spróbować. Musi!

——————————–


Chłopiec pieczołowicie budował wieżę z kolorowych, drewnianych klocków. Była bardzo wysoka. Idealna. Ostrożnie, maksymalnie  skoncentrowany, ustawiał kolejny element konstrukcji. Wystarczyłby jeden fałszywy ruch, jedno niekontrolowane drgnięcie ręki  i musiałby zaczynać od nowa. Jeszcze ze dwa poziomy i ją ukończy. Później rozstawi w różnych zakamarkach, na wszystkich  piętrach, oddziały plastikowych żołnierzyków i rozpocznie się wojna…
- Siergiej obiad – w głosie matki słychać było nutkę zniecierpliwienia.
No nie zawsze musieli mu przerywać wtedy kiedy najlepiej się bawi. Strasznie go to wkurzało.
- Zaraz! – odkrzyknął
- Teraz! Bo powiem ojcu! Wszystko będzie zimne!
chyba już nieodwołalnie musi przerwać. Mama sie wkurzyła, lepiej nie przeginać. Wybiegł z pokoju i ruszył ku schodom. Jak  zwykle postanowił zjechać po poręczy. Była idealna; długa i gładka. Często dostawał za to burę – rodzice bali się, że kiedyś  spadnie i coś sobie zrobi – ale zbyt bardzo to lubił. Poza tym nie uważał się za taką ofiarę losu co to z byle poręczy spada!  Usiadł i już po chwili nabrał prędkości. Jego twarz rozświetlił promienny, szeroki uśmiech.

Nagle poręcz zmieniła się w ostrze brzytwy…

KONIEC

  • RSS