cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2010

Wydawnictwo: MAG
ISBN:978-83-7480-158-4 

Liczba stron:
640



Czarownica, a zarazem pani detektyw, Rachel Morgan po nieudanej, acz heroicznej próbie wykonania zadania staje pod ścianą. Ma zająć się sprawą kobiety z biura najbardziej znienawidzonego przez nią czarodzieja. Zgadza się, ponieważ ma w tym własny interes. Po pierwsze musi zdobyć pieniądze na czynsz, po drugie może uda jej się pogrążyć Trenta Kalamcka.

Świat wykreowany przez Harisson pełen jest przedziwnych stworów, choć w sumie powszechnie znanych fantastycznemu światu. Mamy tu: czarownice, wampiry, elfy, a także latające małe stworki: pixy i furry. Rozmach świata przedstawionego w książce jest naprawdę szeroki, co powinno się autorce chwalić. Niestety często gubi się ona we własnych pomysłach, a na dodatek przydałaby się jej znajomość zasady strzelby Czechowa. Wiele z wątków pozostaje wplecionych „ni w pięć ni w dziewięć”.

Sama postać głównej bohaterki, Rachel, jest tyleż samo ciekawa, co i irytująca. Bo z kim mamy do czynienia? Czarownica jest w gorącej wodzie kąpana, wiele razy daje upust swoim idiotycznym myślom, wznoszącym się na poziom różowej dwunastolatki. Niby ma za sobą doświadczenia w pracy w policji, a nie wie, że trzeba mieć dowody, by wysnuć oskarżenia.

Kim Harrison nie zepsuła natomiast (co ostatnio w modzie) wizerunku wampira. Istoty te w „Dobrym, złym i nieumarłym” przedstawione są pełnokrwiście, bez przesadnego uczłowieczania. Wampiry są uzależnione od krwi, boją się słońca – słowem, powrót do źródeł. Gorzej, że nie zawsze ma to swoje uzasadnienie w fabule powieści. Rachel mieszka z Ivy, groźną pół-wampirką, choć mogłaby przenieść się do mieszkania swojego chłopaka.

Dużym minusem liczącej ponad sześćset stron powieści jest bardzo prosty język. Nie wymagam tu wcale kwiecistych porównań, czy hiperboli na poziomie Żeromskiego. Chodzi o to, że książka dla dorosłych napisana jest językiem J.K. Rowling. Zresztą pod względem fabularnym także można wysnuć wiele analogii do serii wspomnianej autorki. Mam wrażenie, że Kim Harrison zapomniała jakie środowisko będzie czytać jej książkę.

Sugerowałbym autorce, żeby nie pisała kolejnych części, ale już się stało. Na rynku amerykańskim seria o Rachel jest bardzo popularna. Okładki amerykańskich wydań z seksowną i mroczną postacią na okładce mogłyby przyciągnąć męskie grono czytelników. A nie znajdą tam oni nic ciekawego. Dobrze więc, że wydawnictwo MAG postarało się o kiczowatą okładkę, która przyciągnie tylko zarumienione nastolatki.

Dobrze zapowiadający się pseudo-dokument o zaginięciach na Alasce. W roli głównej Milla Jovovich. Wyreżyserowany przez nikomu nieznanego Olatunda Osunsanmiego.
Twórcy zapewniają, że w produkcji zawarte są prawdziwe materiały archiwalne. Zwiastun zapowiada ciekawy klimat i dość oryginalne ujęcie tematu.

Film stworzony w specyficznej technice przez Davida Kinga. Ma swój urok.


Gatunek:
Horror
Reżyseria: David Slade;
Scenariusz: Stuart Beattie, Brian Nelson, Steve Niles ;
Obsada: Ben Foster, Josh Hartnett, Mellisa George;
Rok produkcji: 2007
Produkcja: Nowa Zelandia, USA


Wszyscy czytelnicy zapewne pamiętają „CośJohna Carpentera. Niepowtarzalny klimat nadała filmowi nie tylko ciekawa fabuła, ale także chłodna sceneria Antarktydy. Okazuje się, że mróz jest bardzo dobrym fundamentem do zbudowania niezłego horroru. Dziwi więc, iż nie zalała nas fala takich produkcji. Jednak po wspomniane klimaty twórcy sięgają coraz częściej.

W pewnym miasteczku na Alasce co trzydzieści tytułowych dni zapada (równie tytułowy) mrok. „Kiedy nikną ostatnie promienie Słońca” na gród napadają krwiożercze bestie. Mieszkańców może ocalić pewna młoda para uwikłana w rozterki wewnętrzne. Czy uda im się dotrwać do pierwszego wschodu?

Film zawiera wiele nawiązań do klasyków grozy. Cieszy to, że czerpie od najlepszych, m.in.: Nocy żywych trupów G. Romero, wspomnianego Coś J. Carpentera czy Egzorcysty W. Fredkina. Jednocześnie, różnorakie wątki splątane są bardzo pomysłowo, tworząc jednolitą figurę. Nie ma miejsca na pytania, choć historia wampirów zostaje przedstawiona dość ogólnikowo.

Producentem filmu jest Sam Raimi, ale mało widać tu jego ducha. Co wcale nie świadczy o filmie źle. Zwłaszcza, że od strony monstrów wybija się ponad przeciętną. Wampiry przedstawione są niby klasycznie, ale, ze znakomitą charakteryzacją i mhrrrocznym dialektem, naprawdę straszą. Niestety jest to temat już nadto wyeksploatowany. Potrzeba byłoby geniusza, który umiałby z niego wycisnąć coś więcej. Slade’owi się to wprawdzie nie udało, ale w wampirycznym rankingu ociera się o listę top.
Obsada aktorska także nie zachwyca. Całość dźwigał na swych barkach Josh Hartnett, który nie dał rady. A szkoda, bo grał już u boku takich gwiazd, jak Jamie Lee Curtis (w „Halloween – 20 lat później”). Na pewno nie był to przełom w jego karierze.

Bardzo mile zaskakuje scena finałowa. Okazało się, że z końcowej bijatyki można coś jeszcze wykrzesać. Zakończenie jest mocne i pozostawia bardzo dobre wrażenie. O filmie nie można pisać zbyt długo, bo jego wymowa i ambicje są jasne. Miał dostarczyć rozrywki i z zadania się wywiązuje. 30 dni mroku nie jest dziełem wybitnym, ale na pewno stanowi kino godne polecenia. Tak też zamierzam zrobić, polecam!

Horror od innej strony, czyli historia wybuchu pierwszego ogniska epidemii dżumy w Anglii. Reżyser to Christopher Smith, twórca słabego „Lęku„.

 

Jedną z ról pierwszoplanowych zagra aktor o wdzięcznym imieniu i nazwisku Sean Bean. Czyli znany wszystkim Boromir z „Władcy Pierścienia„. Uwaga! W Black Death wygląda, jak… Boromir! Dziwne…
Niektóre ujęcia są przejmujące. Miejmy jednak nadzieję, że twórcy rozwinęli wątek fabularny, który ma spory potencjał.

  • RSS