Gatunek:
Slasher
Reżyseria: Jonathan Levine ;
Scenariusz: Jacob Forman;
Obsada: Amber Heard, Whitney Able, Anson Mount
, Michael Welch
;
Rok produkcji: 2006;
Produkcja: USA


Chciałoby się dodać „kocham i ja!”, a czemu, tego dowiecie się w dalszej części recenzji. Na razie streszczenie fabuły.
Mandy Lane – jedna z najpiękniejszych dziewczyn w szkole, a jednak spośród nich się wyróżniająca. Oto łup niezdobyty przez nikogo, węzeł gordyjski, którego nikt nie potrafi przeciąć. Słowem, jedna z najbardziej niedostępnych kobiet, które kuszą i rozniecają zmysły, ale są jakby za murem. Banda przygłupów postanawia rozerwać naszą bohaterkę i zaprasza ją na opustoszałe ranczo w celu uwiedzenia ślicznotki. Nie wszystko idzie jednak gładko. Pojawia się morderca, który delikatny nie jest

Zaczyna się od trzęsienia ziemi, a raczej oryginalnego skoku do wody. Od razu spodobało mi się, że horror (wyglądający jak zapychacz telewizyjnej ramówki) zaczyna się nie od pustego morderstwa, a naprawdę ciekawej konfrontacji psychologicznej. Dalej jest już trochę gorzej, bo scenarzysta zapędził się w morze schematów. Za to możemy podziwiać z wywieszonym jęzorem piękną Amber Heard w roli tytułowej.

Aktorsko jest nieźle, choć mogło być lepiej. Scenariuszowo postaci są zarysowane przejrzyście i nie ma wątpliwości kogo lubić, a z kogo kpić. Zresztą takie pewnie było założenie. Bohaterowie wycieczki nie są płytcy, jak brodzik dla mrówek, ale nie grzeszą też elokwencją.

Urzekły mnie natomiast zdjęcia. Chętnie wzniósłbym toast za Daniela Geneta. Ujęcia przepełnione są promieniami słońca, lecz w stopniu nie powodującym uczucie przesady. Wszystko dobrze stonowane i naprawdę przyjemnie się to ogląda – zsłaszcza, że to horror i jaskrawość może się wydać nietypowa. Nie ujmuję także znakomitym pejzażom, ale to także dzięki swojskiej i klimatycznej scenerii.

Wreszcie z czym to się je, czyli jak się ogląda? Naprawdę dobrze. Historia potrafi zainteresować, napięcie zostało umiejętnie rozłożone. Mamy tu do czynienia z kilkoma dłużyznami w środku, ale w związku z plagą bzdurnych slasherów (jak recenzowane niedawno Krwawe wzgórza) można autorom ten grzech wybaczyć. Tym bardziej, że to końcówka jest w tym filmie najważniejsza. Puenta jest zaskakująca i dobrze przedstawiona, a już samo zakończenie, cóż, ręce same składają się do oklasków. Świetny motyw z muzyką Sealed with a kiss dodaje uroku dziełu Levina. Uroku jaki miały pierwszy Piątek Trzynastego i Halloween. Perypetie Mandy Lane przywołują na myśl stare dobre horrory. W taki sposób oferta ta jest znakomita, choć zdaję sobie sprawę, że oglądając ten film w kinie oceniłbym go zaledwie jako dobry.