cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2011


Gatunek:
Dramat
Reżyseria: Jan Komasa;
Scenariusz: Jan Komasa
Rok produkcji: 2011;
Produkcja: Polska!


Rzadko w Polsce powstają produkcje grozy. Musimy się więc chwytać każdej produkcji, która choćby zahacza o interesujący nas gatunek. Jak to z polską kinematografią jest, każdy wie. Najważniejsze, że widać światełko w tunelu.

Najgorszy w całym filmie jest pełen sprzeczności opis dystrybutora. Według niego Dominik jest zwyczajnym chłopakiem jeżdżącym do szkoły prywatną limuzyną. Cóż, zatem mam błędne wyobrażenie normalnego chłopaka, ale w moim mieście musi ich być naprawdę niewielu. Wspomniany Dominik radzi sobie w szkole całkiem dobrze, ma znajomych i kochających rodziców. Wszystko zmienia się po jego studniówce, kiedy w sieci zostaje udostępniony wstydliwy filmik. Główny bohater rozwiązania swoich problemów szuka w Internecie.

Nie jest to horror, jednak sceneria filmu całkowicie oddaje klimat tego typu filmów. Jednocześnie mamy też tragedię i dużo, dużo strachu. Jan Komasa nie boi się wątków trudnych, jednocześnie nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Podobało mi się, że pokazał życie takim jakim jest, uwzględniając większość jego zawiłości.

Bałem się trochę mieszanki polskich twórców z technologią cyfrową. Miałem wrażenie, że wyczują w tym kasę i rzucą się na nowości zapominając o sensie. Tak się jednak nie stało. Efekty komputerowe nie są nadużywane i znakomicie wkomponowują się w krajobraz filmu. Niektóre scenerie są kolorowe i bajeczne, a jednak nie kiczowate. Widać, że długo nad nimi pracowano, ale, co najważniejsze, z pomysłem.

Sama postać Dominika jest tak samo dobrze napisana, jak i zagrana. Wszyscy zachwycają się kreacją Jakuba Gierszała, a ja wystawiłbym mu po prostu porządną czwórkę. I plus za odważne sceny, do których potrzebne było sporo dystansu i odwagi. Niestety z innych postaci tylko motający się w rozpaczy rodzice są dobrze oddani. Szkoda, bo wykreowano wiele indywidualności, które pozostawiono ot tak. Miotali się po ekranie bez większego sensu. Najbardziej rozczarowuje Sylwia, która jako mentorka rzuca stekiem banałów dla nastolatek. Dosyć mało prawdopodobne, że Dominik (pochodzący z inteligenckiej rodziny) dał się na to nabrać.

Cieszę się, że ruszyła ofensywa dobrych polskich produkcji. Ostatnio rozradowały mnie „Skrzydlate świnie”, teraz „Sala samobójców”, a dobre recenzje zbiera też „Czarny czwartek”. Okazuje się, że dobry film wcale nie musi być naszpikowany Karolakami i Adamiakami.

Mam jednak podobne wrażenie, co inni recenzenci. Film wszedł do naszych kin trochę za późno. Dwa, trzy lata temu byłby naprawdę szokiem. Choć i teraz na pewno zapisze się trwale w historii polskiego kina, gdyż to obraz jakiego jeszcze nie mieliśmy. Zachęcam do oglądania!

Kilka newsów – tych zaległych i całkiem świeżych:

*

Ekranizacja „W górach szaleństwa” jednak nie powstanie. Guillermo Del Toro musiał zrezygnować z projektu, gdyż Universal nie widział w nim nadziei (czyt kasy).

*

Lśnienie zawiesiło działalność! To musiało się stać, szkoda tylko, że autorzy tak długo zwlekali z tą informacją i ciągle owijali w bawełnę. Obiecują, że wrócą, ale czy ktoś w to wierzy? To nie koniec czasopismowych upadków. Ze sceny zszedł (co prawda z gdnością) Magazyn Fantastyczny. A szkoda! Można było tam wyłowić kilka znakomitych tekstów.

*

Trochę newsów z obozu Mastertona. Niedawno weszła na polski rynek Noc gargulców – kontynuacja Bazyliszka. Okazuje się też, że Chang Shao Trading Companyzdecydowało się zekranizować powieść Tengu. Prawa do filmu wykupił niejaki Mark Steensland. Scenariuszem zajmie się Rick Hautala.Trzymamy kciuki!

*

29 kwietnia 2011 pojawi się zbiór opowiadań Łukasza Śmigla Mordercy.


Gatunek:
Thriller/Dramat
Reżyseria: Darren Aronofsky;
Scenariusz: Mark Heyman,John McLaughlin, Andres Heinz
Rok produkcji: 2010;
Produkcja: USA


Są takie filmy, po których ciężko coś powiedzieć. Na Czarnym łabędziu byłem już kilka tygodni temu, a ubrać moje wrażenia w słowa zdołałem dopiero teraz.

Nina jest utalentowaną baletnicą, która walczy o rolę życia – królową łabędzi w nowym podejściu do słynnego baletu Czajkowskiego. Na przeszkodzie stanie jej Lilly, u której reżyser dostrzega swobodę i lekkość. O ile Nina wydaje się być stworzona do roli białego łabędzia, to w odsłonie czarnej brakuje jej wyrazu. Reżyser -Thomas próbuje wyzwolić młodą baletnicę. Jednak małe grzeszki doprowadzą do reakcji łańcuchowej…

Nie sposób mówić o tym filmie, nie ujawniając czego się od niego oczekiwało. A miałam nadzieję na znakomite kino. Darren Aronofsky jest ostatnio w formie. Zachwycił Zapaśnikiem, wszyscy mają w pamięci obrazoburcze Requiem dla snu. Bałem się, że właśnie przez te ciche nadzieje, zepsuję sobie seans. Nic z tych rzeczy! Aronofsky wyczarował świat, w którym nie ma miejsca na rozczarowania.

Oczywiście wszyscy wiedzą już, że Natalie Portman zachwyciła, za co została uhonorowana Oskarem. Należał jej się w stu procentach, gdyż w roli Niny sprawdziła się znakomicie. Jednocześnie, kreacja ta była bardzo wymagająca i wymagała niezwykłego wysiłku fizycznego. Na nagrody zasłużyła również pozostała cześć obsady. Trudno znaleźć kogoś, kto odstawałby warsztatowo od reszty. Choć panów i tak zainteresuje najbardziej Mila Kunis, która jednak pokazała, że i grać umie.

Niesamowity klimat, jaki stworzył twórca filmu pozostanie w pamięci na długo. Już za samą scenę wstępu powinno się go uhonorować laurami. Choreografia tańca i praca kamery zazębiają się, tworząc perfekcyjną całość. To właśnie zdjęcia są jednym z największych atutów. Ciekawym zabiegiem są naturalne ruchy kamery, podążającej za główną bohaterką (wykorzystywany już w Zapaśniku). Twórcom efektów specjalnych brawa należą się za finałową metamorfozę – poprowadzona świetnie, a jednocześnie niezwykle widowiskowa.

Historia nie jest skomplikowana, lecz liczne wątki poboczne i możliwość obserwacji zmian w psychice Niny będą gratką dla każdego fana kina. A dziewczyna nie miała łatwo. Jest zagubiona między dążeniem do ideału, a smakiem życia, który skrzętnie ukrywała przed nią apodyktyczna matka. Film może stać się przestrogą dla naszego konsumenckiego społeczeństwa i żądnych kariery yuppie.

Czarny łabędź
to jeden z najlepszych filmów, jakie miałem ostatnio okazję oglądać. Już podczas napisów końcowych wiedziałem, że mogę dodać go do panteonu moich ulubionych. Polecam wszystkim!


Gatunek:
Horror
Reżyseria: Joe Dante, George Miller, Steven Spliberg, John Landis ;
Scenariusz:  Richard Matheson, Melissa Mathison, Rod Serling, George Clayton, Johnson, Jerome Bixby, John Landis
Rok produkcji: 1983;
Produkcja: USA


Cztery historie opowiedziane przez czterech znakomitych reżyserów. Wszystko na podstawie przebojowego serialu z lat sześćdziesiątych, od Roda Serlinga. Czy chcecie przenieść się w krainę ukrytych lęków? I wreszcie, „czy chcecie zobaczyć coś naprawdę przerażającego?”

Jak już wspomniałem na film składają się cztery przygody. To zupełnie inne historie, więc słowo „The Movie” przy angielskim tytule wydaje się być nieodpowiednie. Zaczynamy niemrawo i dość nudno. Moralizatorska historia o ocenie ludzi zawiera motywy fantastyczne, ale na pewno one nie straszą. Ni to grzeje ni to ziębi, a niektórych może zniechęcić do dalszego seansu.

Drugi „odcinek” to dzieło Steven Spielberga. Historia jest całkiem interesująca, ale zupełnie nie pasuje do mrocznej koncepcji filmu. Powiedzcie sami: staruszek trafia do domu starców i pomaga pensjonariuszom spełnić marzenia o byciu młodym. I kolejny morał mówiący, że młodym jest się duchem, a nie ciałem. Czy wychwyciliście w tym coś strasznego? Miałem przeczucie, że staruszkowie będą musieli zapłacić jakąś „niemiłą” cenę za wrócone dzieciństwo, a tu koniec. Marnotrawstwo dobrego pomysłu wyjściowego.

Następnie piękna Kathleen Quinlan, jako Helen Folley, zabiera nas do leżącego na odludziu domu małego chłopca. Okazuje się, że malec ma dar zmiany rzeczywistości. Terroryzuje tym samym swoją rodzinę i stara się w to wszystko wciągnąć Helen. Dziewczynka bez ust, krwiożerczy królik i masa innych okropności. Dopiero tutaj mamy wrażenie, że trafiliśmy do właściwego przedziału mrocznego pociągu. Tutaj zaczyna się prawdziwa strefa mroku!

Ostatnia część to remake „Nightmare at 20 000 feet”. Ci, którzy oglądali oryginał mówią, że bije go na głowę. Niejaki Valentine – naukowiec – panicznie boi się lotów samolotem. Obsługa, co chwila musi go dopytywać, czy wszystko z nim w porządku. Na dodatek na skrzydle samolotu pojawia się przerażający stwór – zwiastun zagłady. Valentine chce uratować pasażerów i załogę, ale czy ktoś mu uwierzy? Kolejny świetnie zrealizowany epizod. Materiału starczyłoby na pełnometrażowy film, ale twórcy odpowiednio go skroili. Naprawdę może przerazić.

Podsumowując, filmowa „Strefa mroku” pokładane w niej nadzieje spełniła połowicznie. Zaczyna się niemrawo, ale za to kończy z hukiem. Wszystkim chcącym powrócić do korzeni polecam!
Do you want to see something really scary?

Rzuciłem okiem na gazetę telewizyjną (z Wyborczej), bo może jakiś horrorek poleci. Ale że horror grozy, to się nie spodziewałem :D

Imponująca animacja wykonana na pracę licencjacką. Apogeum grozy w wykonaniu: Bo Mathorna (reżyseria) i Arthura Larsena (animacja).

The Backwater Gospel

BONUS:
Jakie reklamy mógłby nakręcić Rodriguez? No jakie?

Pokręcony film Zacka Snydera zapowiada się na pełen akcji. Gorzej z sensenm…



Jak nie działa to: KLIK!

  • RSS