cafemrok blog

Twój nowy blog

Gatunek:
Thriller/Horror
Reżyseria: Gabe Ibáñez;
Scenariusz: Javier Gallon
Rok produkcji: 2009;
Produkcja: Hiszpania


Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak często dajemy się wodzić za nos stereotypom. A one są wśród nas, otaczają nas zewsząd i wchodzą nam za kołnierze. Niektóre z nich powstały dopiero niedawno, prawda? Jak na przykład ten, że Hiszpanie kręcą horrory dobre. I właśnie podobny trend zaciągnął mnie przed ekran na seans nowego filmu Gabe Ibaneza – hiszpańskiego twórcę… reklam!

Historia matki i syna. Syn nie chciał się bawić w chowanego. Dlaczego? Bo bał się, że mama go nie znajdzie. I właśnie! Podczas podróży na pewną wyspę – Hierro, na której mają spędzić w odosobnieniu wakacje, chłopczyk ginie. Matka nie może pogodzić się z tragedią. Nie wieży, że ciało odnalezione w morzu należy do Antonia. Rozpoczyna śledztwo, w którym okazuje się, że nie tylko ona straciła na wyspie dziecko…

Na ekranie, podczas seansu pojawia się wiele strasznych, mrocznych i klimatycznych scen. Jednak od początku można zauważyć, że reżyserowi chodzi o to, abyśmy skupili się i wczuli w strach matki zaginionego chłopca. To jej lęki są tu wyszczególnione. Niestety, moim zdaniem jak na horror to mało. Starczyłoby na dramat psychologiczny (choć może Wyspa zaginionych do takiego aspiruje? ), ostatecznie thriller. Niestety jako horror film wypada zaklasyfikować do kategorii light.

Opakowanie wizualne jest naprawdę świetne i rekompensuje w części prostolinijność fabuły. Zdjęcia naturalnej przyrody wyspy i potęgi wody zasługują na najwyższe noty. To głównie dzięki nim w filmie zostaje zbudowany tak nietuzinkowy klimat.

Film jest oszczędny jeżeli chodzi o liczbę aktorów, lecz ci, którzy się pojawiają, spisują się znakomicie. Prym wiedzie oczywiście Elena Anaya. Szczerze mówiąc, myślałem, że jej zadaniem będzie tylko „wyglądać”, lecz okazało się, że jest bardzo utalentowaną aktorką. Patrzymy na jej postać niemal cały czas, więc Elena mogła ukazać całe spektrum emocji. Robi to i to w wielkim stylu.

Wyspa zaginionych powtarza po Sierocińcu motyw matki i dziecko. Niestety robi to bardziej łopatologicznie i za mało strasznie. Mimo wszystko da się tu znaleźć elementy warte polecenia. Powtórzę jeszcze raz: zdjęcia są naprawdę świetne!
A wracając do stereotypów… No tak, Hiszpanie kręcą dobre horrory.
Ale średnie też.

Nadal nie mogę się zebrać do kolejnej dłuższej notki (ach te słynne obowiązki). Znajdzie się jednak czas na polecajkę:
Pobierzcie zatem nowy numer biuletynu Carpe Noctem. Albo nie… chwila… przecież poleca się rzeczy, które się sprawdziło i jest się z nich zadowolonym, a nowy biuletyn, choć tak długo oczekiwany, jest słabiutki. Trzy marne przeglądowe artykuliki i sporo nudnych opowiadań. Ale, może znajdziecie coś dla siebie. Ja nie znalazłem :(

Nie wiem, czy widzieliściu już nową okłądke Dziewczyny z sąsiedztwa. Moim zdaniem jest świetna – 2 razy lepsza od poprzedniej. Ogólniej, dzieła Jacka Ketchuma polecam jak najbardziej (i nikt mi za tą reklamę bynajmniej nie płaci). Ostatnio czytałem Jedyne dziecko – ryje banię.

Dyrektorka teatru, zaginiony aktor i czary. A wszystko w chłodnych klimatach Norwegii.

niedobry blog

Brak komentarzy

Dzisiaj zapraszam Was na:

NIEDOBRE LITERKI

Czyli polski blog poświęcony twórczości bizarro. Pieczę nad tym dziełem sprawują Kazimierz Kyrcz Jr., Dawid Kain i Darek Barczewski. Panowie ogłosili już konkurs, a także zamieścili swoje opowiadanie -nużący wstęp, ale potem okazuje się fajne.
KLIK!

Ostatnio miałem przestój, ale postaram się go teraz nadrobić kilkoma fajnymi nowinami:

*
Krzysztof T. Dąbrowsk
i zapowiedział swój nowy zbiór opowiadań na koniec lutego przyszłego roku. Tytuł: Grobbing, czyli nieludzkie stosunki międzyludzkie. Książka zostanie wydana przez wyd. Novae res.

*
Znamy wygląd okłądki nowej książki Dawida Kaina. Ten minimalizm Niszy jest naprawdę imponująco trafny.

*
Wyszedł nowy Grabarz Polski i Qfant. Po pierwszy sięgniecie TU!, po drugi TU!

*
Gdzieś uciekł mi zwiastun szeroko reklamowanego Domu Snów. Może przez to, że nie mogę poatrzeć na gębę Craiga. Mimo to trailer obiecujący!

*
P.S. Trochę późno, ale jak ktoś zdąży to fajnie. Graham Masterton jest w Polsce. Dzisiaj (3.11) w Warszawie. Jutro i pojutrze w Krakowie. Warto go zobaczyć i nabyć jego biografię, czy, jak mówi Piotr Pocztarek – „kompendium wiedzy”.

Ależ świetna informacja na Halloween. W internecie pojawiła się darmowa publikacja, dzięki której będzici mogli skutecznie wkręcić się w atmosferę grozy przed nadchodzącym świętem duchów.
Poniżej tralier:

i link do strony, z której można pobrać ebooka:
 KLIK!



Tym razem w USA

Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788373015722
Liczba stron: 400

Brytyjczyk ma kilka powieści, które są wyznacznikiem jego stylu. Choć wielu zalicza do nich też „Wyklętego”, nie zgodziłbym się z tym stwierdzeniem. Linia fabularna została poprowadzona nieco inaczej, niż w większości książek Mastertona. Tym razem nie zaczyna się od wielkiego BUM!, a fabuła prowadzona jest dość spokojnie i przywodzi bardziej na myśl prozę Kinga.

Poznajemy Johna Trentona w chwili, gdy utracił żonę Jane i sam zajmuje się skromnym biznesem – handluje antykami w Granitehead, niedaleko słynnego Salem. Nagle spotyka ducha Jane, który nie daje mu wytchnienia przez najbliższe kilka nocy. W tym samym okresie kupuje tajemniczą akwarelę, przedstawiającą słynny statek, po którym ktoś chce zatrzeć wszelkie ślady. Co mają wspólnego te dwie historie? Tego dowiecie się  w rozwinięciu powieści.

A zagłębić się w nią naprawdę warto, bo autor sprawnie przeplata ze sobą wątki. Mógłbym powiedzieć, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale nie ma odbiorcy uniwersalnego. Powiedzcie jednak sami: ghost story – jest, krwawa rzeź – jest, wątek romantyczny – jest, tło historyczne – jak najbardziej. Do tego można dodać świetne dialogi i niebanalne postaci. Czy potrzeba czegoś więcej?

Przyzwyczajonych do prozy Mastertona może zbulwersować fakt, że akcja toczy się na początku dość ospale. Zaręczam, że warto czekać na finał historii. Mimo wszystko zdarzają się tutaj sceny bez których fabuła nie straciłaby na wiarygodności, a nudy byłoby mniej. Większość z nich czyta się naprawdę przyjemnie, lecz dla tych, których najbardziej interesuje rozwiązanie głównej zagadki może to być uciążliwe.

Na pewno jest to powieść inna, niż te które masowo wychodzą spod palców Brytyjczyka. Jednocześnie książka zdobyła uznanie wśród fanów pisarza. Dla tych, którzy chcą rozpocząć przygodę z Mastertonem pozycja obowiązkowa!

Chory pomysł…

… ale takie są najlepsze }:-)


  • RSS