cafemrok blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: dean-koontz

Wydawnictwo: Albatros
ISBN:978-83-7359-435-7

Liczba stron:
400

Cafemrok to blog o literaturze grozy i w takim gatunku specjalizuje się Dean Koontz. Pragnę omówić tym razem książkę z pogranicza literatury horroru, po prostu thriller.

Amerykański pisarz jest specjalistą w nagłych zwrotach akcji i niebanalnych pomysłach. Tym razem postanowił swoje atuty przedstawić w książce pod niewinnym tytułem „Prędkosć”. Opowiada ona o losach Billego Wilesa, niedoszłego pisarza, pracującego aktualnie w tawernie. Pewnego dnia bohater dostaje tajemniczy liścik o treści wyjawionej przez wydawcę na okładce. Brzmi on tak:
Jeżeli nie przekażesz tego listu policji, zabiję uroczą blond nauczycielkę. Jeżeli przekażesz ten list policji, zabiję zamiast tego starszą panią. Masz sześć godzin na podjęcie decyzji.

List pozostawiony za wycieraczką wydaje się Billemu głupim żartem. Z dwojga złego, wybiera kompromis i konsultuje się ze swoim przyjacielem policjantem, aczkolwiek nieoficjalnie. Niestety, wkrótce okazuje się, że to nie jest dowcip. Giną nie tylko przypadkowe ofiary, ale także jego najbliżsi.

Fabuła, mimo tego, iż wydaje się znajoma daje się naprawdę porwać. Tym bardziej, że historia jest naprawdę dobrze opowiedziana; z odpowiednią ilością akcji i rozważań tam gdzie tego potrzeba. Autor stopniowo przybliża nam przeszłość Billego i jej kształtowanie się w czasie. Wzrusza jego ciężkim dzieciństwem, śmieszy zabawnymi tekstami, ale też straszy… Przede wszystkim brutalnymi scenami walk między bohaterem, a szaleńczym mordercą. Pisarz porusza wiele tematów, wśród nich zagadnienie eutanazji, tak bardzo ostatnio popularne. Ustosunkowuje się do niego w dość radykalny sposób, aczkolwiek pewne argumenty pozostawia czytelnikowi do indywidualnego rozważenia. Dean Koontz stosuje w swojej powieści wiele aforyzmów z dzieł T.S. Eliota. Szczerze mówiąc, zdziwiłem się czytając o tym notkę na końcu książki. Myślałem, że to właśnie autor popisał się zręcznością w składaniu takich mądrych sentencji.

Kolejnym minusem jest fakt, iż w środku książki, jakby zabrakło pomysłu na dalszy rozwój zdarzeń. Billy, wręcz bawi się z zabójcą przerzucając martwe ciała z miejsca na miejsce. Nic z tego nie wynika, a po kilku takich opisach staje się irytujące.

Nie rozdrabniając się już więcej mogę rzec tylko, że książkę polecam szczególnie tym, którzy chcą odetchnąć od ciągłej grozy. Ubolewam także nad faktem, że w moim rodzimym kraju, ciągle tak mało osób zna tego fantastycznego pisarza. Polecam zapoznać się z twórczością Koontza, porównywanego ze Stephene Kingiem. Choć to zupełnie inny klimat, można się wciągnąć w niezwykle barwne historie.


Wydawnictwo:Prosz i S-ka
 ISBN:83-7337-993-2

Liczba stron: 544

Manipulacje genetyczne, dążenie do nieśmiertelności, genialny umysł. Powyższe zestawienie tworzy prawdziwą mieszankę wybuchową. Jeżeli dodać, że w słowa ubrał wszystko Dean Koontz eksplozja jest pewna.

Zaczyna się niewinnie, acz ciekawie, bo… od rozwodu. Eric Leben stara się zapanować nad swoim życiem, kiedy staje się ofiarą wypadku samochodowego. Co więcej ginie w nim. Następnego dnia, w niewyjaśnionych okolicznościach jego zwłoki znikają z kostnicy. W ten sposób zaczyna się morderczy pościg. Za owładniętym żądzą nieśmiertelności geniuszem udają się jego żona, para detektywów i nieobliczalny agent amerykańskiej agencji rządowej.
Powieść naszpikowana jest wieloma strzelaninami, ucieczkami, pościgami. Akcji znajdziemy tu więcej, niż w jakiejkolwiek innej książce autora. Niemniej jednak fabuła jest diabelnie prosta. Brakuje elementu zaskoczenia. Samą końcówkę, także przeczytałem z rozczarowaniem.

Niemniej jednak Koontza cechuje świetny warsztat pisarski. Nawet najprostszą historię umie oblec w klimatyczne odzienie. Kolejnym atutem książki są znakomicie zarysowani bohaterowie. Każda, nawet drugoplanowa, postać niesie ze sobą interesującą historię. Autorowi udało się także uniknąć frapujących dłużyzn, z którymi miewa czasami problemy.

Książka porusza wątki etyki biologicznej i eksperymentów na ludziach. Autor nie zapoznał się z materiałami dotyczącymi zagadnienia. Od strony genetyki nie ma tu krztyny prawdy. Co gorsza, autor nawet nie stara się przekonać czytelnika do swoich racji. Nawet u  laika (takiego jak ja) pojawia się uśmiech politowania.

Czy warto przeczytać? Należy na początku odpowiedzieć sobie na pytanie: czego się od książki oczekuje? Bo ta, oprócz wartkiej akcji, pościg i strzelanin, nie oferuje czytelnikowi zbyt wiele.

Wydawnictwo: Albatros
ISBN:83-7359-315-2Liczba stron: 632
Wyobraźcie sobie świat którym zawładnęły makabryczne bestie. Nie ma światła, komunikacji, środków masowego przekazu. Wszyscy zdani są na siebie, a niezrozumienie przytłacza bardziej niż mrok otaczających zjawisk. Toż to apokalipsa, powiedzieliby niektórzy. I mieliby rację.

Dean Koontz przedstawia nam swoją wizję końca(?) świata. Według amerykańskiego autora zacznie się od deszczu. Niespodziewanego, cuchnącego, który sprawia, że ludzie wariują. Kosmici, będący sprawcami ataku, mają niesamowicie rozwiniętą technikę. Potrafią przenikać przez ściany, latać, zabierać ludziom twarze. To bardzo oryginalna wizja. Niestety pozostawiona trochę w samopas, gdyż pisarz nie wyjaśnia nam technologii najeźdźców. Uznaje ją po prostu za bardzo zaawansowaną i basta. Wiem, że nie każdy zwolennik horroru mnie zrozumie, ale czytelnicy literatury fantastycznonaukowej na pewno chcieliby wiedzieć na czym te cuda polegają.
Wspomniany powyżej świat poznajemy z Molly Sloan i jej mężem Neilem. Ona jest niespełnioną powieściopisarką, zakochaną w T.S. Eliocie.  On, niedoszłym księdzem, imającym się różnych zawodów. Ta na pozór nieciekawa para będzie miała szczególne zadanie. Jakie? Zapraszam do lektury.

Jeżeli chodzi o stronę techniczną, nie ma się do czego przyczepić. Amerykański pisarz już długo jest na rynku i wie jakim językiem się posługiwać. Dean Koontz po raz kolejny udowadnia, że porównania do Kinga nie są bezpodstawne. Długie opisy, sprawne dialogi, to wszystko wpływa na fakt, że mimowolnie przychodzi na myśl jego konkurent. W Apokalipsie zabrakło wczucia się w akcję. Miejscami opisy są zbyt nużące i niewspółmierne do charakteru sytuacji. Dialogi napisane umiejętnie i naturalnie.

Niezmiernie słabym punktem jest zakończenie. Zaskakuje, ale bardzo negatywnie. Miałem wrażenie, że autor pisał je w pośpiechu, jakby chciał zdążyć do kibelka. Końcowe rozdziały rozczarowują swoim oschłym charakterem. Poczułem się, jakby autor pogłaskał mnie po głowie: Biedny chłopczyku, chciałeś happy end’u, to masz… Mimo to, warto sięgnąć po książkę Koontza. Nawet najbardziej zagorzałemu fanowi horroru przyda się wyprawa do makabry przyszłości.

  • RSS